Pierwsze Mistrzostwa Polski Inwestorów Parkiet Challenge 2006 zakończyły się. Mistrzyni - Sylwia Kasprzyk - dostanie od nas jaguara. Na rachunku zamiast początkowych 10 tys. zł ma ponad 120 tys. zł. Na paliwo raczej wystarczy. Tak oto intuicja (co może tłumaczyć przewagę pań w rywalizacji), połączona z wiedzą, pewną skłonnością do ryzyka i, co tu kryć, szczęściem przyniosła w krótkim czasie oszałamiające rezultaty. Jeśli do tego dodać urodę i młodość... Ogarnia mnie zazdrość, ale czy mnie jednego? Odpowiedź na pytanie, jak być młodym, pięknym i bogatym wydaje się łatwa - przynajmniej w tej ostatniej kwestii - trzeba wziąć udział w mistrzostwach.

Na początku było nudno (choć daj nam Boże zawsze tak się nudzić) - notowania akcji i giełdowe indeksy rosły i rosły bez opamiętania. Zimny prysznic, jaki wszystkim sprawiła w ostatnim czasie giełda, uczynił z mistrzostw widowisko z odpowiednią dramaturgią. Ale bez względu na koniunkturę, na parkiecie da się zarabiać. Nie tylko na kontraktach terminowych, jak nasza mistrzyni, lecz także na starych, poczciwych akcjach - i to nawet wówczas, gdy niemal wszystkie tanieją. Zwycięzca w grupie inwestorów, którzy handlowali tylko akcjami, w ciągu trzech miesięcy zarobił 80 procent! Banki jako wysokie reklamują oprocentowanie w wysokości 3-4 proc. rocznie.

Czego trzeba, by dorównać mistrzom? Wiedzy, intuicji i... trochę szczęścia. Jednak, jak w dowcipie, zamiast się tylko modlić o piękne auto i wypchany portfel, trzeba czasem kupić los na loterii albo lepiej - wziąć udział w naszych mistrzostwach. Kolejna szansa za rok.