Ustawa o upadłości konsumenckiej stawia dłużnika w zbyt uprzywilejowanej pozycji w stosunku do wierzycieli. Wedle projektu, prawo do wszczęcia postępowania upadłościowego ma wyłącznie osoba zadłużona. Zdaniem specjalistów z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, warto rozważyć możliwość wszczynania procedury również na wniosek wierzyciela. Eksperci IBnGR popierają rozpatrywanie wniosków o upadłość poza sądami. Jednak ich zdaniem nie jest dobrym rozwiązaniem powierzenie tej funkcji Konsumenckim Kolegiom Orzekającym. Ten pomysł, zdaniem prof. Leszka Pawłowicza z IBnGR, w uprzywilejowanej sytuacji stawia dłużników. Lepszym rozwiązaniem byłoby powierzenie roli orzecznika oddziałom NBP.

Prof. Pawłowicz zwraca uwagę na wysokie koszty postępowania, które będą ponosić głównie wierzyciele. Wedle ustawy, koszty procesu pokrywane są w pierwszej kolejności z masy upadłościowej. Dłużnik ma obowiązek wnieść zaliczkę w postaci 3 proc. wartości wierzytelności oraz jednorazową wpłatę w wysokości 500 zł. Zdaniem prof. Pawłowicza, wysokie koszty postępowania i tak spowodują konieczność wykorzystania części środków z masy upadłościowej. Koszty nowej regulacji poniosą również podatnicy. Ustawa przewiduje stworzenie i prowadzenie Elektronicznego Rejestru Upadłości Konsumenckiej oraz powołanie nowego organu - KKO.

Z wieloma tezami ekspertów Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową nie zgadza się Artur Zawisza z PiS, jeden z głównych autorów projektu. - Zdaję sobie sprawę, że przepis większe prawa daje dłużnikowi, ale nie sądzę, by jego pozycja w postępowaniu była zbyt silna - mówi poseł PiS. Zawisza sceptycznie podchodzi do możliwości wszczęcia postępowania przez wierzyciela. Zdaniem posła, taki przepis mógłby doprowadzić do zastraszania dłużników. - Dopuszczam prawo wierzycieli do wszczynania procesów o upadłość, ale musiałoby to być obwarowane szczególnie ostrymi regulacjami - wyjaśnia Artur Zawisza.