Główne amerykańskie indeksy rozpoczęły wczorajszą sesję od wzrostu. Zważywszy że rozpoczął się nowy miesiąc, z czym tradycyjnie wiąże się napływ nowych środków do funduszy, to najbliższe dni powinny przynieść przynajmniej stabilizację notowań.
Od tygodnia indeks S&P500 koryguje spadki, które między 10 a 23 maja sprowadziły go z 1323 pkt do 1256 pkt. Analizując sytuacje techniczną, a zwłaszcza mając na uwadze zasięg spadków po wybiciu S&P500 z półrocznego kanału wzrostowego, korekta ta ma małe szanse przerodzić się w impuls wzrostowy. Bardziej prawdopodobne jest jej zakończenie i spadki do 1240 pkt, gdzie aktualnie znajduje się dolne ograniczenie znacznie większego, bo dwuletniego kanału wzrostowego.
Dopiero tam się rozstrzygnie, czy zapoczątkowane po ostatnim posiedzeniu FOMC spadki, to tylko silniejsza korekta, czy też może początek bessy. Obecnie analiza wykresu S&P500 nie daje bowiem klarownej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Odpowiedź na nie znacznie łatwiej jest znaleźć na innych rynkach. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich w kwietniu do 4,9 proc., doprowadził do wybicia ponad 26-letnią linię bessy. Tym samym został wygenerowany silny sygnał kupna. Gdyby posłużyć się zniesieniami Fibonacciego do określenia ewentualnego zasięgu wzrostu, to pierwsze znajduje się na poziomie 8 proc. Ostatni raz 10-latki tak dużą rentowność miały w listopadzie 1994 roku. Teraz jest to jednak poziom zupełnie abstrakcyjny. Nie jest jednak abstrakcją 5,4 proc., gdzie na wykresie rentowności znajduje się pierwszy poważny opór.
Zagrożeniem dla rynku akcji jest również formacja głowy z ramionami na wykresie indeksu CRB (mierzy on ceny surowców i towarów nieprzetworzonych). Środowy spadek tego indeksu poniżej poziomu 383 pkt. otwiera drogę do minimum 360 pkt. To byłoby już wyraźne tąpnięcie, które również musiałoby odbić się czkawką na rynku akcji.