i prawica po 100 mandatów w parlamencie). Wraz z upływem czasu nastroje w Pradze poprawiły siź, a sprawa wyborów została odsunięta na drugi plan również na pozostałych rynkach regionu. To dało GPW impuls wzrostowy, który nie miał jednak fundamentu w postaci poziomu obrotów. Te były bardzo niskie, co pozwoliło kupującym w ciągu około 2 godzin doprowadzić do 65-punktowego wzrostu WIG20. Końcówka sesji przyniosła jednak cofnięcie popytu - to nawet lepiej, bo sygnały wybicia z ostatniej kilkudniowej konsolidacji przy takim poziomie obrotów nie byłyby wiarygodne. Rynek zbliżył się więc do oporów
(z wyjątkiem MIDWIG, który naruszył górne ograniczenie konsolidacji, dając pierwszą, wątłą na razie wskazówkę lepszej kondycji szerokiego rynku), ale ich nie pokonał, co doprowadziło do spadku cen w końcówce sesji.
Udało się jednak utrzymać powyżej linii trendu na WIG20, poprowadzonej po dołkach z maja
i października 2005 roku, co przy atmosferze, która gościła na rynku jeszcze kilka sesji temu, należy uznać za sukces byków.
Po takiej sesji (niecałe 800 mln zł obrotów, wśród dużych spółek wyróżniający się in plus właściwie tylko KGHM) trudno jednoznacznie określić scenariusze na kolejne dni. Z pewnością nastroje się uspokoiły, wzrostowy trend długoterminowy się broni,
a wczorajsza sesja z niską aktywnością może stać się dobrą podstawą pod kolejną próbę wybicia. Prym wiodą małe i średnie spółki, które najbardziej ucierpiały na nerwowej majowej