Cztery sesje poprzedniego tygodnia i początek pierwszej bieżącego nie przyniosły rewolucji na rynku surowcowym. Obejmujący kontrakty na 19 surowców z giełd w Nowym Jorku i Chicago indeks CRB Futures zyskał w tym czasie niespełna 1 proc. Wczoraj po południu wynosił 350,5 pkt i był kilkanaście punktów ponad ostatnim dołkiem z 19 maja. Równocześnie także kilkanaście punktów brakowało mu do rekordu, który padł 11 maja. Widać, że atmosfera się uspokoiła, po tym jak w ciągu zaledwie tygodnia średnie ceny surowców spadły o ponad 5 proc., czyli najmocniej od 25 lat. Poniedziałek na rynku surowcowym stał pod znakiem wyczekiwania na wieści dotyczące Iranu, czwartego producenta ropy na świecie, który nie chce posłuchać państw Europy Zachodniej i USA i zrezygnować z programu jądrowego. W niedzielę przywódca duchowy Iranu ajatollah Ali Chamenei ostrzegł, że kontynuując naciski USA ryzykują bezpieczeństwo

dostaw ropy z rejonu Zatoki Perskiej. Nie ma wątpliwości, że jeśli dojdzie do konfliktu w Zatoce, ceny ropy naftowej szybko ruszą do góry. Wówczas nowe rekordy na rynku surowcowym będą kwestią dni.

Wczoraj baryłka surowca w Nowym Jorku podrożała o 1,4 proc., do 73,3 USD. Do pochodzącego z kwietnia rekordu brakowało niewiele ponad 2 USD.

Równocześnie o ponad 1 proc., do 648,3 USD za uncję, zdrożało złoto, a także inne metale szlachetne, które zawsze tak reagują na wzrost czynników ryzyka na światowej scenie geopolitycznej. W górę szły też notowania cukru, który ze względu na wykorzystanie w produkcji metanolu coraz częściej jest uznawany przez inwestorów za jeden z surowców

energetycznych.