Ministerstwo Gospodarki zapowiada, że będzie się starać zapewnić dywersyfikację źródeł gazu, nawet jeśli będzie to nasz kraj dużo kosztować. Żeby uniezależnić Polskę od Rosji, od której kupujemy teraz większość potrzebnego w kraju surowca, oprócz budowy gazociągu łączącego nas z Norwegią resort chce doprowadzić do jak najszybszego powstania terminalu gazu skroplonego. Jako możliwe terminy zakończenia obu inwestycji wskazuje się lata 2010-2011.
- Ze względu na bezpieczeństwo energetyczne można rozpatrywać budowę terminalu na skroplony gaz, nawet jeśli nie byłby on w pełni wykorzystywany i nie w pełni funkcjonowałby na zasadach rynkowych - mówi Przemysław Wipler, kierujący w Ministerstwie Gospodarki zespołem ds. dywersyfikacji źródeł energii. - Takie terminale istnieją w innych krajach. Są "wentylem bezpieczeństwa" i koszty ich funkcjonowania ponosi państwo - mówi.
Źadnych wiążących decyzji jeszcze nie podjęto. Nie jest rozstrzygnięte, w jakim układzie właścicielskim ten projekt byłby realizowany i kto będzie budować terminal. PGNiG prowadzi teraz badanie opłacalności projektu. Chociaż główną przyczyną budowy gazoportu mogłoby być bezpieczeństwo dostaw, to MG zapewnia, że istnieje również przesłanka ekonomiczna: wzrost zapotrzebowania na gaz.
- Bardzo konserwatywne założenia są takie, że około 2010-2011 roku będzie miejsce na 5 mld metrów sześciennych gazu ziemnego więcej, niż zużywamy teraz oraz będziemy w przyszłości kupować od Rosjan - mówi P. Wipler.
MG nie chce ujawniać, kto miałby te 5 mld m3 odbierać. Przypomina jednak, że PGNiG przedstawiło podczas negocjacji polskiego udziału w budowie gazociągu norweskiego dowody na to, że będzie w Polsce zapotrzebowanie na takie ilości gazu. W tym momencie jednak PGNiG podkreśla, że wzrost sprzedaży odnotowuje głównie dzięki swoim największym odbiorcom (Orlen, zakłady azotowe, huty, energetyka).