Opadły nadzieje, że Rezerwa Federalna już w czerwcu przerwie serię podwyżek stóp procentowych. Szef amerykańskiego banku centralnego Ben Bernanke przyznał, że jest zaniepokojony poziomem inflacji i obawia się jej wzrostu w rejony zagrażające utrzymaniu stabilności cen i dobrego tempa rozwoju gospodarczego.
Bernanke, który przemawiał w poniedziałek (wieczorem naszego czasu) na konferencji monetarnej w Waszyngtonie, podkreślił, że Fed będzie pilnować, by obserwowane ostatnio wysokie wskazania inflacji nie stały się regułą. W ciągu trzech ostatnich miesięcy indeks cen konsumentów bez uwzględniania żywności i energii (tzw. inflacja bazowa) wzrósł w USA o 2,3 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem, a w ciągu półrocza - aż o 3 proc. - co, zdaniem Bernanke, nie jest "mile widziane".
Według inwestorów, to jasny sygnał, że Rezerwa Federalna po 17. raz z rzędu podniesie na posiedzeniu zaplanowanym na 28-29 czerwca stopy procentowe. O ile wcześniej traderzy z rynku terminowego określali szanse na to na niespełna 50 proc., teraz mają już ponad 75-proc. pewność. Główna stopa powinna więc wspiąć się do 5,25 proc., czyli o kolejne ćwierć punktu procentowego. Rośnie nieprzerwanie od dwóch lat i jest to najdłuższa seria od 25 lat.
Na "jastrzębie" komentarze Bernanke nerwowo zareagowali giełdowi gracze. Amerykańskie indeksy akcji ruszyły w dół, kończąc poniedziałkową sesję na 2-proc. minusie. Był to najgłębszy jednodniowy spadek od stycznia.
Wczoraj wyprzedaż przeniosła się na rynki azjatyckie i europejskie. Wyższe stopy procentowe w USA oznaczają wzrost atrakcyjności lokat m.in. w tamtejsze obligacje, dlatego część inwestorów może się wycofać z inwestycji w papiery spółek.