W Nowym Jorku notowania ropy spadły poniżej 70 dolarów za baryłkę, a w Londynie przez moment przebiły nawet poziom 68 dolarów i znalazły się najniżej od dwóch miesięcy. Tak rynek ropy naftowej zareagował na wiadomość o zgładzeniu lidera Al-Kaidy.
Abu Musab al-Zarkawi zginął w ataku lotniczym przeprowadzonym przez siły amerykańsko-irackie na północ od Bagdadu. Poinformowali wczoraj o tym iracki premier Nuri al-Maliki oraz amerykański prezydent Goerge W. Bush. Razem z al-Zarkawim zginęło siedmiu współpracowników.
- Śmierć al-Zarkawiego jest interpretowana jako sygnał, że produkcja ropy w Iraku ma szansę wzrosnąć. Al-Kaida będzie działać mniej sprawnie, dlatego ataki sabotażu mogą być rzadsze - tłumaczyła Deborah White, cytowana przez Bloomberga ekonomistka ds. surowców z Societe Generale w Paryżu.
Teraz z Iraku na światowy rynek płynie dziennie 1,5 mln baryłek ropy. Jest to o 200 tys. baryłek mniej, aniżeli przed amerykańską inwazją wiosną 2003 r., która doprowadziła do obalenia reżimu Saddama Husajna. Wzrost produkcji uniemożliwiły ataki terrorystów. Wysadzili między innymi rurociąg, którym ropa płynęła do Turcji. Al-Zarkawi wziął na siebie odpowiedzialność za atak na strategiczny terminal naftowy w Basrze, do którego doszło w kwietniu 2004 r.
Zdaniem D. White, są spore szanse, że produkcja irackiej ropy wzrośnie wkrótce do poziomu 2-2,2 miliona baryłek na dobę. Kraj ma trzecie co do wielkości rezerwy ropy naftowej na świecie.