Reklama

Sponsorzy koniunktury

Czy amerykańska gospodarka zwolni bieg?

Publikacja: 09.06.2006 09:02

Lider ma prawo mieć lekką zadyszkę. Stany Zjednoczone przez kilkanaście ostatnich kwartałów (pod rząd!) pokazywały, na co stać tę największą gospodarkę świata. Tempem wzrostu Amerykanie imponowali nie tylko bardzo wolno budzącej się z letargu strefie euro czy walczącej o przełom Japonii, ale i wielu znacznie uboższym krajom, skazanym na próby nadganiania dziesiątek lat gospodarczego zapóźnienia.

Świetna koniunktura, w połączeniu z relatywnie wysokimi cenami surowców, dała jednak asumpt do zaostrzania polityki pieniężnej, czego celem było tłumienie dość logicznej w takiej sytuacji presji inflacyjnej. Po długim samotnym liderowaniu globalnemu peletonowi przywódcy należy się odpoczynek. Od wielu miesięcy ekonomiści zapowiadają osłabienie tempa amerykańskiego biegu. Co jednak nie znaczy, że peleton szybko dopadnie lidera. Napędzana głównie przez Niemców europejska lokomotywa rozpędza się powoli. Kto może zatem wspomóc zadyszane nieco Stany w ciągnięciu globalnego wózka koniunktury?

Sygnały płynące z Japonii dają nadzieję, ale nie gwarancję, na powrót dobrych czasów tego biznesowego mocarstwa. A może reszta Azji? Chiny czy Indie są wszak rozpędzone na dobre. Sukcesów w dużej mierze wynikał z eksportu towarów i usług. Jakkolwiek by na to patrzeć, można powiedzieć, że Chiny urosły na koszt reszty świata, który kupował niezliczone ilości tanich towarów, fundując praktycznie niemożliwą do pokonania konkurencję. Azjatycki boom przyczynił się w ten sposób do zwiększenia nierównowagi handlowej USA, czyli do zaostrzenia tego samego zjawiska, które sprowokowało wzrost stóp i które może być "współwinne" możliwemu osłabieniu popytu Amerykanów, także na dobra importowane. Również z Chin.

Czy długie sponsorowanie chińskich i - szerzej - azjatyckich gospodarek przez światowych konsumentów z Amerykanami na czele się opłaci? Cóż, piłeczka jest po stronie samych Azjatów. Spłacaniu nieformalnego "długu" wobec świata pomogłoby ożywienie kontaktów między samymi Azjatami. I, wedle danych The Conference Board, ożywienie to jest już ewidentne. Od 2003 roku do końca ubiegłego wewnętrzna azjatycka wymiana handlowa podwoiła się (dla porównania - obroty handlowe Azji z USA czy strefą euro wzrosły w tym czasie "tylko" o 50 procent). Wsparciem dla tych pozytywnych trendów byłoby rozkręcenie konsumpcji. Dochody rosną (np. Chińczyków w miastach zwiększyły się w 2005 r. o niemal 10 procent). Tak więc Chińczyk więcej zarabia, co jednak nie znaczy, że automatycznie odpowiednio więcej wydaje. Jakby na złość światu, wielu Chińczyków, zamiast wydawać - sporo oszczędza. Czy to się zmieni?

Sam rząd chiński wyraźnie chce wspierać konsumpcję, zdając sobie pewnie sprawę z ryzyka uzależnienia koniunktury od eksportu i inwestycji. Aby wspierać konsumpcję m.in. zrezygnowano nawet z tradycyjnego, obowiązującego od 2,6 tys. lat (!), podatku rolnego. Pozostaje mieć nadzieję, że na odważniejsze zakupy azjatyckich konsumentów przyjdzie nam czekać nieco krócej?

Reklama
Reklama

Pioneer Pekao Investment Management

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama