Każdy z nas ma duszę kolekcjonera. Najczęściej kolekcjonujemy pieniądze. W różnej postaci. Czytelnicy "Parkietu" kolekcjonują głównie akcje, w formie zdematerializowanej. Ci bardziej odważni kolekcjonują formy nietrwałe i ulotne, takie jak opcje i kontrakty terminowe. Co ciekawe - te same formy kolekcjonują także ci najostrożniejsi. Z tym że tu czas wykupu jest liczony w latach.

A co ma zrobić kolekcjoner współczesnych obligacji, który chciałby, aby pozostały one z nim na zawsze - nawet w zamian za utracone korzyści, związane z utraconymi odsetkami i ceną wykupu. Tu wybór jest niewielki. Tylko dwie emisje obligacji dokonane w ostatnich latach miały formę "materialną". Obie serie wyemitowane zostały w 1989 roku. Pierwszą z nich była tak zwana sześćdziesiątka, wyemitowana w lipcu 1989 roku. Konstrukcja tego papieru niesie w sobie dużo informacji o ówczesnej gospodarce. Oprocentowanie obligacji wynosiło 60 proc. w stosunku rocznym. Ich wykup następował po upływie 6 miesięcy od daty sprzedaży. Dodatkowo obligacjami można było już po czterech miesiącach regulować zobowiązania wobec Skarbu Państwa. Możesz, drogi Czytelniku, w ramach ćwiczenia domowego wyliczyć sobie rentowność w wersji "podatkowej". Obligacje zostały niemal w całości wykupione. I przez wiele lat sądziłem, że nie ma ich już na rynku. A tu proszę - po wielu latach pojawiły się w serwisach aukcyjnych.

Obligacje II emisji są części czytelników "Parkietu" doskonale znane. Pierwsza "piątka" i później kolejne prywatyzacje, w których uzyskiwało się 20-procentową premię. Do tego zakłady pracy, które kupowały te walory, aby uniknąć płacenia "popiwku". I inwestorzy, którzy skupowali te walory od pracowników tych zakładów. O oprocentowaniu decydowała data stempla bankowego. Z datą związane były fałszerstwa - przerobienie roku 1990 na 1989 powodowało trzykrotny wzrost wartości obligacji. Ale to już historia. Obligacji było dużo i ich część nie została ani zamieniona na akcje, ani później wykupiona. Kolejne emisje obligacji PPJ i PPT były już zdematerializowane. I przez wiele lat wydawało się, że tak już będzie zawsze. Źe kolekcjoner współczesnych obligacji nie ma żadnej możliwości powiększenia swojej kolekcji.

Aż nagle - niespodzianka. Obligacje w formie papierowej zamierza przekazać klientom Domu Maklerskiego WGI ich emitent - firma WGI Consulting. Będą to obligacje WGP0107 i WGP0612 o nominale 10 złotych każda. Nie są one zabezpieczone ani oprocentowane, a ich wartość wyznaczana jest jako wartość aktywów zarządzanych przez Wachowia Securities oraz IG Market Limited, podzielona przez liczbę wyemitowanych walorów. Obligacje - jak zapowiada w liście do swoich klientów WGI - zostaną wydrukowane i w drugiej połowie czerwca wydane klientom.

Kolekcjonerzy papierów wartościowych chętnie powiększą swoją kolekcję o nowe walory. Sadzę, że będą gotowi zapłacić za każdy z dwóch walorów jego wartość nominalną. Właściciele obligacji mogą więc część z nich sprzedać jako numizmaty na rynku aukcyjnym. Oczywiście mogą też czekać na wzrost ich wartości.