Głównie w dół szły w ostatnich dniach ceny surowców na świecie. Jednak nic nie wskazuje, że będzie to tendencja trwała. Na rynku od kilku tygodni trwa huśtawka podobna do tej, jaką obserwowano na przełomie lutego i marca. Wówczas po kilku tygodniach wahań ceny surowców ruszyły w górę i na rynku raz za razem padały nowe rekordy. Czy teraz będzie podobnie? Indeks CRB Futures, grupujący kontrakty terminowe na 19 najważniejszych surowców z giełd w USA, spadł w ub. tygodniu o 2,8 proc. głównie ze względu na "efekt Zarkawiego". Zgładzenie przywódcy Al-Kaidy przełożyło się na spadki m.in. cen ropy naftowej i złota, bo inwestorzy uwierzyli, że znacznie spadło zagrożenie terroryzmem. Efekt był jednak krótkotrwały. Od dwóch sesji ropa znów drożeje, bo wróciły strachy związane z Iranem, który nie chce zatrzymać programu jądrowego. Wczoraj baryłka z dostawą w lipcu kosztowała w Nowym Jorku 71,75 USD, czyli o 12 centów więcej niż w piątek. Także złoto cieszy się popytem. Z rekordowych 732 USD za uncję, osiągniętych 12 maja, cena spadła już o 16 proc. i część inwestorów mogła uznać - pomijając analizę sytuacji geopolitycznej - że kruszec stał się tani. Wczoraj uncja zdrożała o 2,2 USD, do 323,5 USD. Część analityków otwarcie przyznaje, że ich zdaniem korekta się skończyła. Do równie sporych spadków doszło na rynku miedzi i innych metali kolorowych i także tu pojawiają się wątpliwości, czy korekta nie była zbyt głęboka. Rano w Londynie miedź traciła w notowaniach ponad 4 proc., jednak kilka godzin później w Nowym Jorku drożała już o ponad 1 proc. CRB Futures w pierwszych godzinach sesji zyskał 0,89 pkt i wynosił 340,9 pkt.