Akcje w poniedziałek taniały na 16 rynkach zachodniej Europy, spadały indeksy giełd emerging markets i na niektórych parkietach azjatyckich. Inwestorzy najwyraźniej nie podzielają optymistycznej wizji koniunktury gospodarczej na świecie, zaprezentowanej przez ministrów finansów podczas spotkania G8 w Sankt Petersburgu.
Boją się inflacji i rosnących stóp procentowych, które w konsekwencji mogą przyhamować tempo wzrostu gospodarczego i pogorszyć wyniki spółek. W takich okolicznościach apetyt na ryzyko maleje, dlatego indeks Morgana Stanleya dla 25 rynków wschodzących, od szczytu wszech czasów zanotowanego 8 maja, stracił 20 proc. Wczoraj największy spadek był udziałem giełdy w Bombaju, gdzie indeks Sensex obniżył się 3,4 proc. Na dojrzałych rynkach europejskich traciły głównie banki, firmy energetyczne, jak niemiecki
E. ON oraz spółki surowcowe reagujące na największy od października 2004 spadek ceny miedzi.
Na plus wyróżniała się Japonia i kilka innych rynków regionu. W poniedziałek opublikowano raport o tempie gospodarki japońskiej w pierwszym kwartale i okazało się ono szybsze, niż wynikało z poprzednich szacunków. Wprawdzie jest wielce prawdopodobne, że także Bank Japonii wkrótce podniesie oprocentowanie, ale inwestorom nie przeszkadzało to w kupowaniu akcji. Uznali, że ryzyko jest mniejsze od potencjalnych korzyści, a gospodarka jest zdrowa i ma potencjał dalszego wzrostu. Wschód, czyli rynek amerykański z japońskiej perspektywy, jest niepewny, chociaż najgorsze podobno już minęło. Inwestorzy w USA są w najbardziej niedźwiedzich nastrojach od prawie dwóch lat, a z doświadczeń wynika, że jest to sygnał do kupowania akcji. W ubiegłym tygodniu, kiedy amerykańskie indeksy spadły do najniższego poziomu od pół roku, inwestorzy indywidualni pozbywali się papierów w tempie niespotykanym od okresu poprzedzającego wybuch wojny w Iraku w marcu 2003. Jest więc szansa, że kto miał pozbyć się akcji, już to uczynił.