Leki refundowane to prawie połowa polskiego rynku farmaceutyków, dlatego informacja, który lek i w jakim stopniu będzie dofinansowany, jest kluczowa dla producentów i sprzedawców. Tymczasem nikt nic nie wie. - Nie wiemy, co kupować, bo nie wiemy, co kupią apteki. A pacjenci zwlekają z zakupami - skarży się Piotr Jędrzejczak, członek zarządu giełdowej hurtowni leków Prosper. Chaos wprowadziło Ministerstwo Zdrowia, które nie dotrzymało zapowiedzi, że nowa lista refundacyjna, skierowana kilka tygodni temu do konsultacji społecznych, wejdzie w życie 15 czerwca. Może to nastąpić najwcześniej 1 lipca.
- Napłynęło do nas paręset stron uwag z firm i urzędów. Rozpatrzyliśmy wszystkie jednostkowo. Analizy trwały od 1 do 6 czerwca. Lista czeka na podpis ministra. Potem jeszcze 2-tygodniowe vacatio legis - tłumaczy opóźnienie Piotr Błaszczyk, p.o. dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia. Analiza kilkuset stron uwag zajźła urzędowi 3 dni. Czyżby zajmował się nią cały sztab osób? - Uwagi badało 5 osób - mówi P. Błaszczyk. - To nie jest technicznie wykonalne, by te uwagi zostały dokładnie zbadane w takim tempie - mówi dyrektor finansowy Prospera.
Z proponowanego wykazu usunięto 15 farmaceutyków. To oznacza, że resort zdrowia zaproponował przed kilkoma tygodniami, że będzie refundował produkty, które powinny... zniknąć ze sprzedaży. - Uwzględniono też uwagi poszczególnych firm dotyczące propozycji cenowych - informuje urząd.