Rada Ministrów przyjęła wczoraj założenia do budżetu na 2007 r., przygotowane przez Ministerstwo Finansów. Wynika z nich, że w przyszłym roku państwo "zarobi" 213,14 mld zł. Wyda 243,14 mld zł. Tym samym resort zachował "kotwicę Marcinkiewicza" - czyli ograniczenie deficytu do 30 mld zl. - To kwestia wywiązywania się z zapowiedzi i wiarygodności rządu. Jeżeli uda się zaprojektować niższy deficyt, a to kwestia woli politycznej, to minister finansów będzie zachwycony - stwierdziła wicepremier i szef resortu Zyta Gilowska. Przyznała jednak, że taki poziom niedoboru to za mało, by w 2007 r. spełnić wymogi stawiane Unii Europejskiej. Choć zakładany deficyt budżetu stanowić będzie 2,7 proc. PKB (mniej niż unijny pułap 3 proc.), to Polska będzie musiała do tego doliczyć część kosztów reformy emerytalnej.
Większe wpływy podatkowe
W przyszłym roku o 20,5 mld zł (o 11,2 proc.) wzrosną dochody podatkowe. Dlaczego? - Liczymy na sukcesy w walce z szarą strefą - odpowiadała wicepremier. Ale polepszenie ściągalności to marginalna przyczyna. Stanisław Kluza, wiceminister odpowiedzialny za prognozy, wskazał na wzrost liczby zatrudnionych (do 9,06 mln osób). - Dzięki temu zwiększa się baza podatkowa - tłumaczył. MF szacuje, że stopa bezrobocia spadnie w 2007 r. do 14,9 proc. 2,5 mld zł przynieść ma sama obniżka składek ZUS - zmniejszenie kosztów pracy oznacza bowiem wzrost dochodu do opodatkowania. Resort liczy także na korzystne efekty fiskalne wzrostu gospodarczego, prognozowanego na 4,6 proc. Spodziewa się, że popyt wewnętrzny wzrośnie w 2007 r. o 4,9 proc. A to oznacza wzrost podatków pośrednich (m. in. VAT). Dodatkowe wpływy przynieść mają także zmiany stawek podatku akcyzowego. Wreszcie - rząd przypomina, że rzeczywiste wpływy podatkowe w tym roku są lepsze, niż zaplanowano.
Globalne ochłodzenie
nam nie zaszkodzi