Seria kolejnych spadkowych sesji wydłużona została do siedmiu. WIG20 pogłębił tegoroczny dołek, biorąc pod uwagę kursy zamknięcia. Żaden z negatywnych sygnałów, które padły w ostatnim czasie, nie został zanegowany.
Jednocześnie notowania utrzymały się ponad wtorkowym dołkiem. Drugi raz z rzędu na wykresie pojawiła się świeca z długim dolnym cieniem. Poprzednia taka sekwencja powstała na wykresie indeksu dużych spółek pod koniec maja i poprzedzała odbicie. Na kolejnej sesji po drugim długim dolnym cieniu WIG20 zyskał 1,3 proc., a łącznie w ciągu siedmiu sesji, nim osiągnął lokalny wierzchołek - 3,2 proc. Nie tylko obrona wtorkowego dołka sugeruje odbicie - wypełniony został także zasięg spadku wynikający ze wzrostowego kanału, którego budowanie zakończone zostało w połowie maja. Orlen, jeden z liderów bessy, zrealizował spadek wynikający z budowanej ponad pół roku konsolidacji. Na marginesie - wysoki wolumen, który towarzyszył wtorkowym notowaniom płockiej spółki, sugeruje, że zwolenników analizy technicznej jest na warszawskiej giełdzie całkiem sporo.
Żeby jednak oczekiwać czegoś więcej niż tylko lokalnej korekty, potrzeba silnych technicznych sygnałów. Do takich jest daleko. Absolutne minimum to zamknięcie wtorkowej luki bessy i przełamanie spadkowej linii trendu, poprowadzonej przez szczyty z 11 maja i 5 czerwca. To na razie jednak scenariusz życzeniowy dla byków.
Sytuacja techniczna indeksów reprezentujących średnie (MIDWIG) i małe spółki (WIRR), jest podobna jak WIG20. Obydwa indeksy znalazły się w średnioterminowych
trendach spadkowych, z których trudno będzie się podnieść.