Tak zaczyna się video-clip o nowym szefie Fedu, rozpowszechniany w internecie przez studentów amerykańskich. Rzeczywiście, każdy gest wykonany przez Bernankego jest powodem do osiągnięcia zysków, jeśli tylko zostanie właściwie odczytany. Złe odczytanie intencji szefa Fedu oznacza gwałtowne dostosowanie na rynkach finansowych, przykładem ostatnie spadki, nie tylko na giełdzie amerykańskiej. Wydarzenia, które o drżenie serca przyprawiły również inwestorów nad Wisłą, skłaniają do refleksji na temat starego jak bank centralny problemu właściwej komunikacji władz pieniężnych z rynkami finansowymi.

Czy istnieje idealny przykład takiej komunikacji? Źywy - oczywiście Allan Greenspan. Pełna perfekcja w wypowiedziach, stosowny dobór tematów i słów. Kontrola nastrojów rynków finansowych przez Greenspana opierała się na całym zestawie instrumentów. Greenspan potrafił studzić oczekiwania wzrostu stóp wypowiedziami na temat czynników generujących wzrost wydajności pracy. Umiał sygnalizować bąbel spekulacyjny na rynku nieruchomości bez używania alarmująco brzmiących określeń. Greenspan to dowód na to, że szef banku centralnego nie tylko musi być świetnym ekonomistą, ale osobą na wylot znającą mentalność rynków finansowych. Przekazywana przez Greenspana informacja wpasowywała się w system ocen rynków w taki sposób, że powodowała stopniową ewolucję poglądów. W rezultacie oczekiwania rynków we właściwy sposób antycypowały zmiany polityki pieniężnej.

Bernanke, uznany autorytet w sprawach teorii polityki pieniężnej, jest zbyt wyrazisty jako szef Fedu. Jego poglądy ekonomiczne są znane i trudno mu zasygnalizować bardziej "zniuansowane" stanowisko. Próba naśladowania mistrza niedomówień - Allana Greenspana spowodowała błędną interpretację przez rynki zamierzeń Fedu. Z pierwszych mało klarownych wypowiedzi Bernankego rynki wysnuły przypuszczenie o rychłym końcu cyklu podwyżek stóp procentowych. Próba wyrazistej korekty doprowadziła do gwałtownej zmiany opinii przez rynki finansowe i skokowego procesu dostosowawczego. Doszło zatem do najmniej pożądanego efektu gwałtownej korekty na giełdach.

Nowy szef banku musi zatem znaleźć swój własny sposób sygnalizacji zmian w ocenie sytuacji gospodarczej. Problem polega na tym, by sygnałów nie można było jednoznacznie interpretować jako wzrost albo spadek stóp, ale jako zwiększające się prawdopodobieństwo zmiany kierunku polityki pieniężnej. Czas na naukę jest dość krótki, ponowny przypadek złej sygnalizacji zamierzeń doprowadzi do tego, że rynki przestaną budować swoją opinię w oparciu o wypowiedzi Bernankego i zacznie większą wagę przykładać do opinii pozostałych członków Rezerwy. Publikacja protokołu z posiedzeń zdominuje rynek informacji. Bernanke jak najszybciej musi zatem odbudować swoje medialne przywództwo; jeśli nie, to grozi rynkom finansowym kakofonia sygnałów ze strony Fedu. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i znów każdy gest Bernankego będzie z zapartym tchem śledzony na monitorach, które w szanującej się instytucji finansowej są nie tylko w dealing-roomie, ale w windach i nawet w toaletach.