Trochę w tym wszystkim paradoksu, bo indeks WIG20 skończył sesję wzrostem (bez fixingu, a konkretnie całego sektora bankowego, byłoby jeszcze 40 pkt wyżej), ale styl i okoliczności tej byczej zdobyczy powodują, że ocena
piątkowych notowań musi mieć negatywny wydźwięk.
Cały wzrost zawdzięczamy dobremu otwarciu notowań. Inwestorzy nadrabiali czwartkową przerwę, w czasie której Ben Bernanke po raz kolejny zaszokował rynki finansowe rażącą niezdarnością w przedstawianiu swoich poglądów. Tym razem wszyscy odczytali to jako zachętę do kupna akcji, których przed chwilą panicznie się pozbywali. Co gorsza, z tego samego powodu. Analizując ostatnie tygodnie prób sygnalizowania stanowiska szefa Fed i zestawiając je z zawirowaniami na giełdach, należy mieć teraz na uwadze, że do czasu kolejnego posiedzenia FOMC żaden inwestor nie zna dnia ani godziny, gdy szef Fed "wyda wyrok" na jego giełdowe inwestycje. Wracając do GPW, to po rekordowej luce hossy zabrakło chęt- nych na dalsze zakupy. Szczyty
z otwarcia nie zostały już poprawione, a każda kolejna konsolidacja kończyła się wybiciem dołem. Nie wszyscy inwestorzy chcieli dać nabrać się na poranny 5-proc. "optymizm", który nie wynikał z siły popytu, ale ze skali przeceny na poprzednich sesjach. Nie poszliśmy więc śladem rekordowych czwartkowych zwyżek
np. czeskiego PX. Woleliśmy