Po wolnym dniu w czwartek, w piątek warszawska giełda miała do zdyskontowania dwie wzrostowe sesja na rynku amerykańskim i na giełdach emerging markets. Wynik notowań był więc przesądzony, do oceny pozostaje tylko styl, w jakim dokona się zwyżka.
Maksimum sesji odnotowaliśmy na samym początku dnia, później mieliśmy do czynienia z powolnym, ale systematycznym osuwaniem kursów. Obroty, jak na sesję w środku weekendu, były przyzwoite. Ostatecznie z przeszło 5-proc. wzrostu zostało tylko 0,7 proc. To wystawia bykom bardzo niską ocenę. Po istotnych sygnałach zmiany trendu, potwierdzonych zachowaniem rynków zagranicznych, warszawska giełda znalazła się w takim punkcie, z którego powrót do hossy bez wcześniejszej konsolidacji wydaje siź praktycznie niemożliwy.
Otwarte pozostaje pytanie, z jakiego poziomu rozpocznie się konsolidacja. Czy podobnie jak w 2000 roku czeka nas najpierw długi i męczący spadek, czy to jednak tylko korekta 3-letniej hossy, która może się zakończyć praktycznie już w każdej chwili? Szybkość, z jaką rynek traci na wartości, skłania do kreślenia scenariuszy relatywnie korzystnych dla posiadaczy akcji. Warto w tym miejscu przypomnieć załamanie rynku amerykańskiego z 1987 roku, kiedy w ciągu dwóch tygodni indeksy spadły o jedną trzecią. Jednocześnie cała bessa, czyli droga od szczytu hossy do najniższego punktu, skąd rozpoczął się powrót do wzrostu, zabrała jedynie dwa miesiące. Nowy szczyt hossy notowania ustanowiły jednak dopiero po prawie dwóch latach. Najważniejszym argumentem za takim właśnie scenariuszem wydają się stabilne fundamenty - szybki wzrost gospodarczy, przy małej inflacji. Wprawdzie kwietniowy odczyt produkcji przemysłowej (wzrost o 5,8 proc. w porównaniu z kwietniem 2005) wypadł poniżej oczekiwań rynku i poprzednich danych, ale dane dotyczące handlu zagranicznego za I kwartał 2006 roku pokazały utrzymującą się wysoką dynamikę eksportu i importu. Z tej strony zagrożeń nie widać, natomiast nie ulega wątpliwości, że zdarzenia na giełdzie wyprzedzają zmiany zachodzące w realnej gospodarce. Dlatego w momencie budowania szczytu i zmiany trendu ze wzrostowego na spadkowy praktycznie zawsze będziemy mieć korzystne wskaźniki makroekonomiczne.
Scenariusz szybkiego osiągnięcia dna w trendzie spadkowym jeszcze przez jakiś czas będzie wspierać analiza techniczna. Wprawdzie WIG20 wybił się dołem ze wzrostowego kanału, przełamując po drodze ważne wsparcie na 2730 pkt., ale wciąż utrzymuje się ponad główną linią trendu wzrostowego, przebiegającą przez dołki z marca 2003 roku i maja 2005 roku. Linia ta wznosi się w tempie niecałych 30 proc. rocznie - takie tempo zwyżki wydaje się sensowne i możliwe do utrzymania.
Co przemawia przeciw scenariuszowi relatywnie szybkiego podniesienia się rynku? Przynależność do grupy rynków wschodzących, na których wciąż jeszcze spekulacyjny balon nie wydaje się do końca przekuty. Wiele wskazuje na to, że oczekiwania odnośnie do spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego na świecie w drugiej połowie roku spełnią się, a zatem roczna zmiana rosyjskiego indeksu RTS w wysokości niemal 100 proc. wydaje się wysoka. Rynek rosyjski w największym stopniu decyduje o wartości indeksu dla rynków wschodzących Europy Środkowowschodniej. Trudno przypuszczać, żeby spadek w Moskwie nie odbił się negatywnie na GPW.