Złoty otworzył się w piątek mocniejszy, na poziomie 4,04 w relacji do euro. Jednak nastroje na rynkach naszego regionu pozostają bardzo słabe. Z jednej strony przyczyniła się do tego czwartkowa decyzja S&P o obniżeniu ratingu kredytowego Węgier,

z drugiej - nastawienie do rynków wschodzących wciąż jest negatywne. W rezultacie kurs EUR/PLN wzrósł do sesyjnego maksimum 4,0685, przełamując ważny poziom 4,05. Mimo obserwowanej w ostatnich tygodniach przeceny na giełdach, obligacjach i walutach krajów wschodzących, w tym również naszego regionu, wciąż nie widać inwestorów, którzy uznaliby bieżące poziomy za atrakcyjne do wejścia na te rynki. Brak popytu i powolna, konsekwentna redukcja pozycji przez zagranicę są również bardzo wyraźnie widoczne na polskim rynku obligacji. W tej sytuacji przełamanie 4,05 otwiera drogę do oporu 4,10 i testy tego poziomu, to tylko kwestia czasu. Moim zdaniem, jest bardzo prawdopodobne, że latem tego roku za euro będziemy musieli zapłacić 4,20 złotego. Zapowiadają się więc drogie wakacje za granicą.