Nie wiem, kto był autorem określenia "ząbek". Czy wywodzi się z analizy technicznej i oznacza formację krótkiej - ale silnej - korekty w silnym trendzie spadkowym? Czy może w marcu 1994 r., kiedy rynek po trzech sesjach gwałtownych spadków po hossie z przełomu 1993 i 1994 r. silnie wzrósł na jednej sesji ktoś spontanicznie użył tego określenia? I wkrótce stało się popularne.
Przed kilkoma laty miałem okazję rozmawiać z ustępującym właśnie prezesem giełdy - W. Rozłuckim na temat wydarzeń z 1994 r. Rozmawialiśmy w większym gronie, dlatego pozwolę sobie przytoczyć jego słowa. Jeżeli robię to niedokładnie i część tekstu jest moją ich interpretacją - przepraszam. Giełda zdawała sobie sprawę z niedoskonałości mechanizmu, jakim były ówczesne notowania z jednym z kursem wyznaczanym raz dziennie. Wiedziano, że w przypadku silnego wzrostu oznacza to znaczną zwyżkę notowań, gdyż zlecenia "po każdej cenie" "ustawiają" kurs. A popyt nie może zostać zrealizowany. A w sytuacji kiedy koniunktura się odwróci, ten mechanizm może być pułapką dla sprzedających (po PKC).
Rozważano wówczas różne scenariusze działań, które należy wdrożyć, gdy to już się stanie. Chodziło o uniknięcie totalnej paniki. Uznano, że najlepsze będzie "uwolnienie cen" - i tak się też stało. Na trzeciej sesji po załamaniu zniesione zostały widełki i zawieszono przyjmowanie zleceń PKC. Sprzedający musieli podać jakąś cenę. A kupujący traktowali to jako szansę. Dzięki temu każdy, kto chciał sprzedać akcje, mógł to uczynić. Następna sesja okazała się jednak być "ząbkiem".
Sesje odbywały się wówczas trzy razy w tygodniu - w poniedziałki, wtorki i czwartki. Pomiędzy gwałtownym załamaniem koniunktury a "ząbkiem" minął... tydzień! Teraz rzeczywistość gospodarcza nabrała znacznie większego tempa. Przebieg sesji z 13 czerwca wskazuje, że to, co rynkowi zajmowało przed dziesięciu laty ponad tydzień, teraz trwało jedną sesję. Silny spadek notowań nastąpił już na otwarciu sesji. Później rynek szybował w dół i spadki wynosiły już 7 proc. Koło godz. 13 nastąpiło zatrzymanie i silne odreagowanie. Kiedy następna sesja zaczęła się od spadków - nasunęło się skojarzenie z marcem 1994 roku.
Zmiany indeksów nie są tak duże jak wówczas. Ale pamiętajmy, że indeksy są bazą dla kontraktów terminowych na WIG20. A tam zyski i straty są dużo większe. Pamiętajmy też, że na giełdzie notowane są firmy o znacznie większej kapitalizacji i handluje nimi dużo więcej inwestorów. Wówczas hossę wywołały pieniądze inwestorów indywidualnych skierowane bezpośrednio na giełdę. Teraz inwestują poprzez fundusze.