Reklama

Od bandy do bandy

Rynek dąży do równowagi niezależnie od przejściowych okresów nieracjonalnego przeceniania lub niedoceniania aktywów

Publikacja: 17.06.2006 09:19

Od miłości do nienawiści droga niedaleka. Świadczy o tym dobitnie zanotowana raptem w ciągu kilku ostatnich lat diametralna zmiana uczuć polskich kibiców do futbolowych orłów. Ale potwierdzenie tego fenomenu znajdziemy także na rynku.

Miłość do rynku akcji była jeszcze w roku 2002, a nawet po części także w 2003, uznawana za dziwactwo. Rok 2004, gdy okazało się, że akcje to coś, co może naprawdę drożeć, przełamał lody. Swoistym ukoronowaniem procesu rozkochiwania się w akcjach był rok 2005 - wtedy nastąpiło upowszechnianie owego uczucia w społeczeństwie. Apogeum graniczącej - w przypadku niektórych spółek - ze ślepą mistyką namiętności przypadło na pierwsze miesiące roku 2006. Trudno więc się dziwić, że zarówno w drugiej połowie 2005, jak i w pierwszych czterech miesiącach 2006 ci, którzy ośmielili się iść pod prąd i przestrzegali przed coraz wyższym ryzykiem gwałtownej korekty, traktowani byli niczym nudni malkontenci i defetyści.

W 2006 r. rynek sam już ostrzegał przed przesadą - tąpnęło na koniec stycznia i lutego, mocniej huknęło w marcu. W maju światowy rynek akcji skręciła korekta, która ostre pazury pokazała w czerwcu. Co u części inwestorów sprowokowało opisaną diametralną zmianę uczuć wobec rynku akcji. Dotychczasowa dotkliwość spadków na giełdach w tzw. odczuciu społecznym wynika zapewne nie tylko z matematycznej skali przeceny, ale i z surowości lekcji ekonomii, za którą płacą szczególnie dużo nowi inwestorzy. Nowi, czyli ci, którzy do giełdowego pociągu wsiadali, gdy telewizja trąbiła o tym, że maszyniści się rozszaleli, bijąc niemal dzień w dzień kolejne rekordy prędkości. Nagle wskakujący w biegu pasażerowie dopiero post factum zorientowali się, że ci, którzy wsiedli kilka lat wcześniej, zdążyli już wysiąść lub właśnie wysiadają i to obdarowani pieniędzmi.

Tymczasem spora grupa nowych - z rozpędzonym pociągiem - wjechała w zakręt, którego na mapie "nowi" nie zauważyli. Zamiast szybkiej jazdy na północ i spodziewanych kolejnych rekordów, lokomotywa nie tylko ostro zahamowała, ale gwałtownie cofnęła się, odpoczywając po szaleńczej jeździe.

Tak się złożyło, że szczególnie spektakularna erozja uczuć wobec rynku akcji przypadła na moje nieobchodzone zresztą urodziny - 13 czerwca. Choć zabrzmi to prowokacyjnie, przez ten prewencyjny odstrzał byków w maju i czerwcu (w tym ową rytualną rzeź 13.) giełdy sprezentowały mi na urodziny argument wzmacniający moją wiarę w długoterminową racjonalność zachowań rynku. A przekonanie to nie zawiodło mnie w przeszłości - było np. podstawą mojego byczego widzenia przyszłości w 2002 roku (gdy rynek leżał i kwiczał, a ja ze swoim optymizmem wychodziłem na nawiedzonego), a potem - przesłanką rosnącego analitycznego dyskomfortu w drugiej części roku 2005, a szczególnie - w pierwszych miesiącach 2006 (gdy rynek jeszcze hulał, a ja - tym razem ze swym dystansem do rekordów - znów wychodziłem na frajera).

Reklama
Reklama

Ponad trzynaście lat spędzonych na maniakalnym niemal podglądaniu rynków daje mi prawo do oceny, że - niezależnie od przejściowych okresów nieracjonalnego przeceniania lub niedoceniania poszczególnych aktywów - rynek dąży jednak do równowagi - do w miarę racjonalnej wyceny opartej na fundamentach. Sprawcą są przepływy globalnego kapitału - te same, które krótkoterminowo potrafią albo wypchnąć kursy i indeksy pod sufit, albo też wdeptać je w podłogę. Warto o tym pomyśleć w chwilach, gdy przepływy owe rzucają rynkami od bandy do bandy.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama