O tym, że ostateczna wersja planowanych "ilościowych" ograniczeń dotyczących kredytów walutowych będzie łagodniejsza od pierwotnej, wiadomo już od pewnego czasu. Takie deklaracje składał w prasie sam Wojciech Kwaśniak, szef GINB. Na co ostatecznie zdecyduje się nadzór - oficjalnie wciąż nie wiadomo. Sami bankowcy są jednak przekonani, że skończy się na stosunkowo niewielkich obostrzeniach. Na czym mogą one polegać?
W bilansie banku zabezpieczeniem dla każdego kredytu jest odpowiednia kwota funduszy własnych instytucji finansowej. Obecnie przy kredytach mieszkaniowych na każde 100 zł udzielonego kredytu banki muszą "odkładać" od 4 do 8 zł (zależnie od tego, jaka jest kwota kredytu w stosunku do wartości zabezpieczenia). Według bankowców, nadzór skłania się ku temu, by przy należnościach walutowych wymóg zwiększyć o kolejne 4 zł. - Tak została odebrana deklaracja szefa GINB na spotkaniu, które odbyło się jeszcze w maju. Nie miała ona jednak formalnego charakteru - zastrzega uczestnik tego spotkania.
Niektórzy liczą jednak, że obostrzenia będą jeszcze mniejsze. Jerzy Pietrewicz, prezes Banku Ochrony Środowiska, na poniedziałkowym walnym zgromadzeniu mówił akcjonariuszom, że w grę wchodzi faktycznie dodatkowe 4 zł tzw. wymogu kapitałowego na każde 100 zł kredytu walutowego. Ale ograniczenie miałoby obowiązywać wówczas, gdy wartość kredytu będzie przekraczała 70 proc. wartości zabezpieczenia i jednocześnie bank nie będzie dysponował wyceną zabezpieczenia (czyli nieruchomości) sporządzoną przez rzeczoznawcę.
"Normy ilościowe" będą prowadziły do ograniczenia udzielania przez banki kredytów walutowych na dwa sposoby. Po pierwsze, część banków będzie miała zbyt małe kapitały, by móc nadal udzielać takich kredytów. Prezes BOŚ (bank był bardzo aktywny na rynku walutowych kredytów mieszkaniowych przez zaledwie kilka miesięcy ub.r.) mówił, że nawet w łagodnej wersji obostrzenia nadzoru zwiększą "wymóg kapitałowy" dla jego banku o kilkadziesiąt milionów złotych. Fundusze BOŚ przekraczają nieco 600 mln zł.
Drugi efekt będzie polegał na zmniejszeniu opłacalności kredytów walutowych. Źeby wykazać się zwrotem na kapitale na takim samym poziomie, jak dotychczas, banki musiałyby niemal podwoić marżę na kredytach walutowych. Ci, którym to się nie uda, będą się przerzucać na kredyty w złotych albo w ogóle rezygnować z udzielania kredytów na mieszkania.