Dla Łotwy najważniejsze będzie utrzymanie tempa wzrostu gospodarczego, natomiast spełnienie kryterium inflacyjnego pozwalającego przyjąć euro zejdzie w najbliższej przyszłości na dalszy plan - zapowiedział minister gospodarki Aigars Stokenbergs.
Warta prawie 17 miliardów dolarów łotewska gospodarka ostatnio zadziwia. Tamtejszy produkt krajowy zwiększył się w I kwartale aż o 13,1 proc. w skali roku i takie tempo rozwoju jest bardzo rzadko obserwowane na świecie. - Najważniejszym zadaniem jest utrzymanie tempa wzrostu, które pozwoli nam dorównać do średniego poziomu rozwoju gospodarczego w Unii Europejskiej - stwierdził w wywiadzie dla Bloomberga Aigars Stokenbergs.
Według ostatnich danych Eurostatu, Łotwa plasuje się na razie na ostatnim miejscu w Unii (tuż za Polską) biorąc pod uwagę wartość PKB na jednego mieszkańca. Stanowił on w zeszłym roku 47 proc. średniej dla całej Unii, w porównaniu z 43 proc. rok wcześniej.
Za szybki wzrost gospodarczy Łotwa zapłaciła cenę w postaci przyspieszenia inflacji, która zamknęła jej furtkę do strefy euro. Średnia inflacja z dwunastu miesięcy osiągnęła w maju 6,9 proc., najwyższy wśród 25 krajów Unii. Już wcześniej znacznie przekraczała wyznaczony przez kryteria z Maastricht pułap, pozwalający przyjąć euro, który ostatnio wynosił 2,7 proc. (średnia inflacja trzech państw UE o najmniejszym jej wskaźniku powiększona o 1,5 pkt proc.).
Łotwa planowała przyjąć wspólną walutę z początkiem 2008 r. Teraz minister gospodarki mówi, że najwcześniej będzie to możliwe w 2010 r. - Skoncentrujmy się na rozwoju gospodarczym, zamiast skupiać się na spełnieniu warunków przystąpienia do strefy euro - stwierdził Stokenbergs. To dwa wykluczające się cele, ponieważ próba zahamowania inflacji oznaczałaby konieczność schłodzenia gospodarki. Zdaniem Stokenbergsa, Komisja Europejska powinna rozluźnić kryteria rozszerzania strefy euro, zamiast stosować je dosłownie.