Jak po równi pochyłej jadą w dół ceny aluminium. Od szczytu sprzed połowy maja notowania oddaliły się już o ponad 22 proc. To zresztą tendencja obserwowana na szerokim rynku metali - notowania miedzi spadły niemal w identycznym stopniu.
Spadki wywołane są obawą, że rosnące stopy procentowe na świecie przyczynią się do spowolnienia tempa rozwoju gospodarczego, co z kolei przełoży się na spadek popytu na surowce, w tym metale. Politykę monetarną zacieśniają banki na całym świecie - wczoraj, na przykład, stopy podniósł szwedzki Riksbank, a szef Banku Japonii zapowiedział, że politykę zerowych stóp bank musi zakończyć bez zbędnej zwłoki.
Na dodatek bardzo powoli, ale jednak zwiększa się produkcja aluminium. Międzynarodowy Instytut Aluminium podał wczoraj, że w maju wzrosła ona o 1,8 proc., do 2,02 mln ton, w porównaniu z 1,99 mln ton rok
wcześniej. Z innych danych wynika, że bardzo zwiększyła się produkcja aluminium w Chinach, które są największym wytwórcą tego metalu. Właśnie Chiny, a także
Indie, Afrykę i Bliski Wschód wymienił jako rejony, skąd będą pochodzić największe ilości aluminium w przyszłości, Alan Cransberg, szef ds. produkcji w amerykańskim koncernie Alcoa, największej spółce aluminiowej świata. Dlaczego? Bo tam koszty energii są najniższe.