Reklama

Giełdy w USA na rozdrożu

Obawy związane z inflacją ograniczały skalę odbicia na giełdach i pogorszyły notowania obligacji

Publikacja: 24.06.2006 08:58

W odniesieniu do amerykańskiego indeksu S&P 500 można znaleźć wiele elementów występujących w czasie kształtowania kolejnych dołków przez ostatnie dwa lata. To sugerowałoby nadejście lepszych czasów. Równocześnie jednak nie pojawiły się żadne sygnały zachęcające do kupowania amerykańskich akcji. S&P 500 nie zdołał przebić się przez opór związany z dołkiem z 23 maja przy 1257 pkt. Wyjście ponad ten poziom znacznie poprawiłoby obraz amerykańskiego parkietu. Na razie jednak jest to mniej prawdopodobny scenariusz od kontynuacji spadku.

Dołek już za nami?

Od szczytu z 5 maja do dołka z 13 czerwca "pięćsetka" straciła 7,7 proc., czyli mniej więcej tyle, ile wyniósł spadek na wiosnę 2005 r. Spadek nie przekroczył też rozmiarów korekty rozpoczętej w początkach marca 2004 r., która zabrała indeksowi 8 proc. Poprzednie dołki w ostatnich 2 latach S&P 500 kształtował po nieznacznym przecięciu 12-miesiecznej średniej kroczącej. Do jej przełamania doszło również i tym razem. Jednocześnie koniec zniżek zapowiadała podwyższona zmienność. Dołki wypadały w momencie, gdy wskaźnik ATR z 5 sesji zbliżał się do 1,4 proc. W połowie czerwca nawet trochę przekroczył ten poziom. Zakończenie przeceny wypadało przy tym po spadku 21-sesyjnej i 63-sesyjnej zmiany indeksu do poziomu ok. minus 5 proc. Tak właśnie się stało niecałe dwa tygodnie temu.

Te wszystkie elementy sugerują zakończenie wyprzedaży amerykańskich papierów i zapowiadają stopniową poprawę atmosfery. Jeśli jednak do niej nie dojdzie, pojawienie się tych wszystkich czynników stanie się argumentem każącym traktować zapoczątkowaną w maju wyprzedaż jako zwiastun trwalszej dekoniunktury. Przyniosłaby korektę całego trzyletniego ruchu w górę, czyli spadek S&P 500 przynajmniej w rejon 1065 pkt, z obecnych 1246 pkt.

Niewykluczone że na rozstrzygnięcia trzeba będzie poczekać do pierwszej połowy lipca, kiedy na dobre ruszy sezon publikowania wyników za II kwartał. 10 lipca poda je pierwsza spółka z indeksu DJIA (Alcoa). Może je przyspieszyć czwartkowa decyzja Fed w sprawie stóp procentowych, a szczególnie komentarze jej towarzyszące. W oczekiwaniu na kolejną podwyżkę od półtora tygodnia prawie nieustannie zwiększa się rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich. W czwartek przekroczyła majowe maksimum, sugerując dalszy wzrost.

Reklama
Reklama

Rosnąca od wielu miesięcy atrakcyjność bezpiecznych lokat powoduje, że nawet po ostatnim wyraźnym spadku kursów akcji oraz utrzymującym się szybkim tempie poprawy zysków amerykańskich firm, ich wyceny wyglądają na tle obligacji znacznie mniej korzystnie niż rok temu.

Dolar może zyskiwać

Analiza techniczna każe spodziewać się zwyżki dochodowości 10-letnich papierów skarbowych w USA przynajmniej w okolice 5,5 proc. Spadek dochodowości, jaki wystąpił od polowy maja do połowy czerwca, można traktować jako ruch powrotny do pokonanego w kwietniu silnego oporu, jaki stanowił szczyt z wiosny 2005 r. Wyjście nowych maksimów oznacza jego zakończenie i otwiera drogę do kontynuacji ruchu w górę.

Sytuacja na rynku obligacji ma przełożenie na kondycję dolara. W piątek zakończył kilkudniową konsolidację. W tej sytuacji euro powinno w najbliższym czasie spaść do 1,23 USD. Dolara wzmacnia nie tylko dysparytet stóp procentowych, ale również ich utrzymywanie się na wysokim poziomie, co zwiększa obawy o schłodzenie koniunktury gospodarczej. W takiej sytuacji kapitał poszukuje bezpiecznego schronienia. To najbardziej uderza w waluty z rynków wschodzących.Umacnianie się dolara jest istotne z perspektywy emerging markets także z uwagi na koniunkturę na rynku towarów. Historycznie ceny surowców i notowania amerykańskiej waluty są silnie ujemnie skorelowane (współczynnik korelacji dla okresu od początku 1995 r. wynosi minus 0,72). Po tym, od początku do jesieni 2005 r., obserwowaliśmy odwrócenie tej zależności, przez ostatnie pół roku zaczynamy wracać do "normalności". Można więc zakładać, że jeśli rzeczywiście dolar będzie zyskiwać, to spowoduje to zniżkę cen surowców. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że w przeszłości okresy silnej dodatniej korelacji cen notowań towarów z kursem dolara towarzyszyły kształtowaniu szczytów na rynku surowcowym. Potwierdzeniem pesymistycznych przewidywań dla niego byłby spadek indeksu CRB poniżej 12-miesięcznej średniej. Znajduje się ona jedynie 2 proc. poniżej obecnej wartości indeksu. W przypadku ropy naftowej dalszy ruch w dół zapowiadałaby zniżka poniżej 66,6 USD za baryłkę Brent, a w odniesieniu do cen miedzi spadek poniżej 6570 USD za tonę, co mogłoby wywołać przecenę nawet do 5000 USD.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama