W odniesieniu do amerykańskiego indeksu S&P 500 można znaleźć wiele elementów występujących w czasie kształtowania kolejnych dołków przez ostatnie dwa lata. To sugerowałoby nadejście lepszych czasów. Równocześnie jednak nie pojawiły się żadne sygnały zachęcające do kupowania amerykańskich akcji. S&P 500 nie zdołał przebić się przez opór związany z dołkiem z 23 maja przy 1257 pkt. Wyjście ponad ten poziom znacznie poprawiłoby obraz amerykańskiego parkietu. Na razie jednak jest to mniej prawdopodobny scenariusz od kontynuacji spadku.
Dołek już za nami?
Od szczytu z 5 maja do dołka z 13 czerwca "pięćsetka" straciła 7,7 proc., czyli mniej więcej tyle, ile wyniósł spadek na wiosnę 2005 r. Spadek nie przekroczył też rozmiarów korekty rozpoczętej w początkach marca 2004 r., która zabrała indeksowi 8 proc. Poprzednie dołki w ostatnich 2 latach S&P 500 kształtował po nieznacznym przecięciu 12-miesiecznej średniej kroczącej. Do jej przełamania doszło również i tym razem. Jednocześnie koniec zniżek zapowiadała podwyższona zmienność. Dołki wypadały w momencie, gdy wskaźnik ATR z 5 sesji zbliżał się do 1,4 proc. W połowie czerwca nawet trochę przekroczył ten poziom. Zakończenie przeceny wypadało przy tym po spadku 21-sesyjnej i 63-sesyjnej zmiany indeksu do poziomu ok. minus 5 proc. Tak właśnie się stało niecałe dwa tygodnie temu.
Te wszystkie elementy sugerują zakończenie wyprzedaży amerykańskich papierów i zapowiadają stopniową poprawę atmosfery. Jeśli jednak do niej nie dojdzie, pojawienie się tych wszystkich czynników stanie się argumentem każącym traktować zapoczątkowaną w maju wyprzedaż jako zwiastun trwalszej dekoniunktury. Przyniosłaby korektę całego trzyletniego ruchu w górę, czyli spadek S&P 500 przynajmniej w rejon 1065 pkt, z obecnych 1246 pkt.
Niewykluczone że na rozstrzygnięcia trzeba będzie poczekać do pierwszej połowy lipca, kiedy na dobre ruszy sezon publikowania wyników za II kwartał. 10 lipca poda je pierwsza spółka z indeksu DJIA (Alcoa). Może je przyspieszyć czwartkowa decyzja Fed w sprawie stóp procentowych, a szczególnie komentarze jej towarzyszące. W oczekiwaniu na kolejną podwyżkę od półtora tygodnia prawie nieustannie zwiększa się rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich. W czwartek przekroczyła majowe maksimum, sugerując dalszy wzrost.