Eksperci paliwowi krytykują politykę energetyczną rządu. Ich zdaniem, Polska ma małe szanse na uniezależnienie się od gazu i ropy z Rosji. Ostrzegają też, że obecne pomysły na dywersyfikację dostaw są nierealistyczne.
Resort gospodarki za główne zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa energetycznego uważa uzależnienie od dostaw z Rosji. Zdaniem urzędników, budowa gazociągu łączącego Rosję z Niemcami tylko pogorszy pozycję Polski. Aby zwiększyć ilość kierunków, z których nasz kraj czerpie surowce, rząd wspiera udział PGNiG w gazociągu norweskim i budowę terminalu na ciekły gaz.
- Budowa nitki łączącej nas z Norwegią to iluzja: Polska nie będzie potrzebować tyle surowca, ile Skandynawowie muszą sprzedać, aby inwestycja była dla nich opłacalna - uważa Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw. - Poza tym norweskie złoża gazu są już zagospodarowane - wyjaśnia.
- Dywersyfikacja na siłę może doprowadzić do budowy kosztownej i niewykorzystywanej infrastruktury - uważa Maciej Janiec, zajmujący się rynkiem energii. Jego zdaniem, budowa terminalu LNG, która może kosztować ponad 400 mln euro, musi mieć poważne uzasadnienie ekonomiczne.
Zdaniem Stanisława Cioska, byłego ambasadora RP w Moskwie, bez politycznych rozstrzygnięć nikt nie będzie w stanie rozwiązać problemu bezpieczeństwa energetycznego Polski i UE.