Na wykresie tygodniowym, na poziomie 50-proc. zniesienia całorocznej fali wzrostowej, pojawiło się harami niskiej ceny. Formacja ta w teorii ma potencjał zmiany trendu, ale w praktyce często zapowiada konsolidację w objęciach czarnego korpusu, który jest jej składową. Szanse na powyższy scenariusz są istotnie niemałe. Okolice poziomu 2700-2750 pkt., który jest pułapem formacji, są jednocześnie swoistym "rubikonem", który w tym roku oddzielał hossę od bessy. Z tego powodu należałoby tu oczekiwać poważnej wymiany ciosów - sądząc z przebiegu dziennego ADX, prowadzącej do przedłużenia konsolidacji.
Poniedziałkowa sesja, rozpoczynająca się blisko głównej linii 1,5--miesięcznego trendu spadkowego oraz wykładniczej średniej ruchomej z 200 sesji (obydwie położone w okolicy 2700 pkt.), mogła być tą, która ustawiłaby nastroje na cały tydzień. Szanse na optymistyczny początek pojawiły się już w piątek, gdy inwestorzy otrzymali kolejne potwierdzenie siły wsparcia na poziomie otwartej w połowie czerwca luki (2575 pkt.). Z kolei główną przeszkodą dla popytu był fakt, iż poniedziałkowe starcie odbywało się w cieniu silnie wykupionych wskaźników szybkich. Z tego powodu jego wynik, mimo wyraźnej poprawy przebiegów średnioterminowych oscylatorów, stanowił dużą niewiadomą.
Od początku sesji przewagę zyskał popyt, ale prócz 1,8-proc. wzrostu udokumentował ją żenująco niskimi obrotami, które nie przekroczyły 400 mln zł dla akcji z WIG20. Zamknięcie sesji wypadło na 2665,2 pkt. i tym samym środek czarnego korpusu z czwartku (2644 pkt) przestał wczoraj pełnić rolę oporu. Z faktu tego nie należy jednak wyciągać daleko idących wniosków. Poczekajmy
na dzień, na który przypadać będzie znacznie większa
aktywność.