Weterani transformacji pamiętają cele, dla których w 1990 r. tworzono tzw. jednoosobowe spółki Skarbu Państwa. Chodziło wtedy o uwolnienie się od wyposażonych w duże uprawnienia rad pracowniczych, które blokowały przemiany, i rozpoczęcie prywatyzacji. Formuła prawna JSSP została wprzęgnięta w obowiązujący formalnie kodeks handlowy z 1935 r.
Podstawowym celem przekształcania przedsiębiorstw państwowych w JSSP, nazywanego też komercjalizacją, było przygotowanie do prywatyzacji poprzez uprzednią restrukturyzację. Chodziło przede wszystkim o usunięcie ze skomercjalizowanych spółek szeroko rozumianych cech organizacyjnych z poprzedniego systemu i zastąpienie ich standardami gospodarki rynkowej. Operacja restrukturyzacji została ograniczona do dwóch lat, po czym miała następować obligatoryjna prywatyzacja. Okazało się, że dwa lata nie wystarczały na skuteczne sprywatyzowanie wielu JSSP, co z kolei wymagało indywidualnej zgody rządu na przedłużenie tego okresu. Kłopot został rozwiązany w 1996 r. przez lewicową koalicję SDRP-PSL w drodze ustawy "o komercjalizacji i prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych" zezwalającej na bezterminowe trwanie JSSP.
Nowa konstrukcja prawna bardzo przypadła do gustu politykom. Powstała możliwość oddziaływania na wiele dużych przedsiębiorstw w drodze obsadzania swoimi ludźmi rad nadzorczych i zarządów. Kolejne ekipy rządowe czyniły to początkowo z większą lub mniejszą żenadą, a następnie bez jakichkolwiek zahamowań. Za każdym razem władza usiłowała przekonać opinię publiczną, że gorszych fachowców zamienia się lepszymi. Psuciem zasad ładu korporacyjnego nikt się specjalnie nie przejmuje.
Sektor spółek Skarbu Państwa zaczął żyć własnym życiem. Po pierwsze, zaczęto tworzyć JSSP od podstaw. Najlepszym przykładem jest Nafta Polska, która de facto pełni funkcję departamentu Ministerstwa Skarbu Państwa do spraw restrukturyzacji i prywatyzacji sektora naftowego i wielkiej syntezy chemicznej. Po drugie, ważniejsze JSSP zaczęły być częściowo prywatyzowane poprzez Giełdź Papierów Wartościowych z zachowaniem pełnej kontroli przez państwo. Stwarza to możliwości czerpania przez Skarb Państwa wysokich dywidend, czego aktualnie jesteśmy świadkami.
Nastawianie się przez państwo na dywidendy z kontrolowanych spółek jest krótkowzroczne, choć niewątpliwie powiększa bieżące przychody budżetu. Niebezpieczeństwa są dwojakiego rodzaju. Polityka personalna obciążona okresowymi zmianami personalnymi i brakiem ciągłości zarządzania bądź ciągłości realizacji strategii nie wzbudza entuzjazmu inwestorów giełdowych, przez co wycena rynkowa takich spółek jest mniejsza niż w przypadku braku kontroli przez państwo. Inwestorzy nie kierują się sympatiami politycznymi, lecz oceniają efektywność zarządzania.