Wczorajsze walne zgromadzenie Swarzędza zaczęło się od zmian w porządku obrad. Część punktów wykreślono, inne zmodyfikowano.
Kluczowym punktem obrad była kwestia nowej emisji. Giełdowy producent mebli znów chce sięgnąć do kieszeni inwestorów. Jesienią zeszłego roku sprzedał akcje za 53 mln zł. Do spółki trafiło jednak tylko 10 mln zł, reszta poszła na spłatę zobowiązań. - Nie zmarnowaliśmy tych pieniędzy. Dzięki nim Swarzędz nie ma dziś długów - podkreśla Włodzimierz Ehrenhalt, prezes Swarzędza. W kasie widać już jednak dno. A środki są potrzebne m.in. na otwarcie 25 nowych salonów, utworzenie zapasów, które pozwolą zachować płynność dostaw, inwestycje w kluczowej dla spółki fabryce w Kościanie oraz intensywną kampanię reklamową. Z szacunków zarządu wynika, że na realizację tych celów potrzeba 16-16,5 mln zł. - Jeśli pozyskamy z rynku mniej, będziemy się rozwijać, ale wolniej - twierdzi W. Ehrenhalt. Akcjonariusze przyjęli uchwałę, wyrzucając z niej wcześniej zapis o minimalnej liczbie emitowanych akcji. Prospekt emisyjny powinien zostać złożony w KPWiG na początku sierpnia, oferta zaś zostanie przeprowadzona w drugiej połowie września.
Zmienił się też program motywacyjny. Na wniosek przewodniczącego rady nadzorczej przydział akcji pracownikom uzależniono od wyników spółki (głównie wzrostu przychodów i wyniku na sprzedaży). Uwypuklono też fakt, że nie cała pula akcji przewidzianych do przydziału w danym roku musi zostać wykorzystana. Zadecyduje o tym rada nadzorcza. W sumie w ciągu trzech lat do kadry kierowniczej trafi 3,4 mln papierów (5,1 proc. kapitału), których cena będzie równa wartości nominalnej, czyli 0,5 zł. Walne zdecydowało, że zarząd obejmie maksymalnie 60 proc. walorów. Wbrew wcześniejszym planom, nie zatwierdzono emisji kierowanej do pracowników. Zajmie się tym nadzwyczajne WZA, gdyż na wczorajszym nie było wymaganego w tego typu sprawach kworum.
Przed WZA trudno było przewidzieć jego przebieg. Od jesieni zeszłego roku spółka nie ma znaczącego inwestora (kontrolującego przynajmniej 5 proc. głosów). Niepewny był więc układ sił na zgromadzeniu. Ostatecznie stawili się akcjonariusze, którzy od dawna związani byli ze spółką, m.in. Julian Nuckowski (wieloletni prezes, teraz przewodniczący rady nadzorczej) oraz firma ochroniarska Merpol. Przyjechali też drobni inwestorzy z Łodzi. Udało im się wprowadzić do rady nadzorczej swojego przedstawiciela Macieja Witkowskiego.