Kto przejmie, a kto zostanie przejęty? Wciąż nie wiadomo. Brytyjski koncern muzyczny EMI odrzucił propozycję przejęcia przez amerykańską firmę Warner Music i sam złożył kontrofertę. Proponuje 4,6 mld dolarów.
Z tej transakcji ma szansę powstać druga co do wielkości firma płytowa na świecie, mniejsza tylko od Universal Music. Wzajemne podchody trwają już jednak sześć lat i dotąd nie udało się dojść do porozumienia. Zarówno dyrektor generalny EMI Eric Nicoli, jak i szef Warnera Edgar Bronfman starają się, aby to do ich firmy należał decydujący głos przy fuzji. - Jasne jest, że połączenie jest dla obu koncernów niezwykle korzystne. Umocniłoby ich globalną pozycję i pozwoliłoby na oszczędności - tłumaczy Henk Potts z Barclays Stockbrokers. Firmy płytowe są w znacznie trudniejszej sytuacji niż kilka lat temu, bo na świecie kwitnie piractwo i wielu słuchaczy ściąga muzykę z sieci. Ostatnia runda batalii zaczęła się w maju, kiedy EMI zaoferował za akcje Warner Music po 28,5 USD w gotówce i własnych papierach. Amerykanie odpowiedzieli w połowie czerwca ofertą 315 pensów za każdą akcję EMI. Informacje na ten temat brytyjski koncern ujawnił wczoraj i podał, że pod żadnym pozorem nie może amerykańskiej propozycji zaakceptować.
W międzyczasie - 23 czerwca - EMI podniósł cenę za akcje Warner Music do 31 USD za sztukę, czyli razem 4,6 mld USD. Chce sfinansować przejęcie wpływami z emisji obligacji i akcji i ze sprzedaży części aktywów. Zdaniem analityków, firmy powinny jak najszybciej zakończyć licytację i popracować nad rozwiązaniem, które usatysfakcjonuje obie strony.
EMI z Warner Music były bardzo blisko siebie w 2000 r., jednak wtedy plan połączenia storpedowały władze antymonopolowe. EMI starał się przejąć amerykańską firmę ponownie w 2003 r., lecz przegrał wtedy z koncernem Time Warner.
Bloomberg