Wczorajsza sesja potwierdziła, że radykalna poprawa notowań, jakiej jesteśmy świadkami w tym tygodniu, nie jest zasługę zagranicznych inwestorów, którzy skuszeni ostatnią przecenę i dobrymi wynikami naszej gospodarki zaczęli kupować nasze akcje. Za zwyżkę odpowiada raczej krajowy kapitał, który zdecydował się bronić rynek przed drugim z rzędu miesięcznym spadkiem. Ostatni raz notowania przez dwa kolejne miesiące zniżkowały w marcu i kwietniu 2005 r. Strata WIG20 wyniosła wtedy 11,2 proc. Po ostatniej "reanimacji" indeks jest o 10,7 proc. niżej niż na koniec kwietnia. W miniony piętek WIG20 tracił 18 proc. w odniesieniu do poziomu z końca kwietnia, a czerwcowa strata sięgała 7 proc. Takie tempo dwumiesięcznej zniżki ostatni raz notowaliśmy cztery lata temu.
Na krajowe źródła kapitału wskazuje przede wszystkim to, że tak radykalna poprawa nastrojów nastąpiła tylko na naszym rynku. Pozostałe emerging markets wciąż mają trudności z odzyskiwaniem terenu po ostatniej przecenie. Nie sprzyja im zwiększająca się rentowność obligacji na świecie. Jest pochodną obaw przed kolejnymi podwyżkami stóp i negatywnie oddziałuje na giełdy dojrzałych gospodarek. Gdyby to zagraniczny kapitał zaczął wracać na nasz parkiet, można byłoby oczekiwać wyraźniejszej poprawy notowań na rynku obligacji czy większego wzmocnienia złotego.
Do refleksji skłaniała koncentracja popytu we wtorek na czterech największych firmach. Wczoraj cieszyły się już mniejszym wzięciem, a główne skrzypce odgrywały te, które dzień wcześniej pozostawały w cieniu (TP, BZ WBK, BPH). Wyglądało to tak, jakby do zakupów przystąpili ci, którzy nie odważyli się dołączyć do zwyżki we wtorek i teraz "gonili rynek". Popyt koncentrował się głównie na najbardziej przecenionych walorach. Mniejsze firmy, które tak mocno nie traciły, nie miały natomiast takiego wzięcia. Wczoraj widać to było jeszcze wyraźniej - indeks cenowy stracił nawet na wartości. Taka selektywność wzmacnia podejrzenie, że w zwyżce chodziło przede wszystkim o korzystniejsze zakończenie kwartału. Bez wzrostu z tego tygodnia byłby najgorszy od jesieni 2002 r.