Sprawa wykorzystywania informacji poufnych przez osoby, które obracają na zlecenie milionami złotych, budzi zawsze duże zainteresowanie. Tym razem KPWiG skierowała do prokuratury podejrzenie o działanie niezgodne z prawem wobec jednego z najbardziej znanych polskich zarządzających. Chodzi o manipulację i rzekome czerpanie z tego korzyści finansowych.

Komisja podobno ma dość mocne dowody. Dlaczego jednak Komisja nie nałożyła sankcji administracyjnej, jaką jest grzywna, co leży w jej gestii? Tego nie wiadomo.

Co mówią statystyki o podejrzeniach Komisji? Większość spraw, które przekazuje do prokuratury, kończy się odmową wszczęcia lub - po żmudnym śledztwie - następuje umorzenie. Wtedy Komisja składa zażalenie do wyroku. Trafia ono do prokuratury apelacyjnej, ta z powrotem kieruje sprawę do "okręgówki", gdzie znów najczźściej zostaje umorzona.

Rzadko kiedy dochodzi do procesu sądowego i prawomocnego wyroku. Czyżby więc nasz rynek był aż tak "czysty"? Raczej nie. Przynajmniej jest tak samo "brudny" jak inne. Pozostaje jednak pytanie. Czyja to wina, że "przekręciarzy" się nie łapie - prokuratury czy Komisji? Czy prokuratorzy nie znają się na rynku, czy też Komisja przesadza i nie widzi, bądź nie może zobaczyć prawdziwych przekrętów? Nie wiem.

Wiem natomiast że jedna sprawa dotycząca rzekomego wykorzystywania informacji poufnych przez bardzo znaną postać z rynku kapitałowego skończyła się umorzeniem, mimo że KPWiG też miała mocne dowody. Widocznie nie dość oczywiste dla prowadzącego sprawę prokuratora.