Czwartkowa decyzja o zmianie stóp procentowych w USA nie była dla nikogo zaskoczeniem. Oczywiście w zbiorowości zawsze znajdą się tacy, którzy będą zakładali, że wydarzy się coś nieoczekiwanego. Stąd pojawiały się pojedyncze głosy, że stopy nie zostaną podniesione, a były też i takie, które mówiły o podwyżce o 50 pkt bazowych. Patrząc jednak na przekrój prognoz, zdecydowana większość mówiła o dodaniu kolejnych 25 pkt bazowych. Wydawać by się mogło więc, że taka zmiana nie wywoła dużego ruchu cen, bo rynek już zdążył zdyskontować. Okazało się jednak, że ruch cen się pojawił. Indeksy skoczyły w górę, co w gruncie rzeczy wydaje się zaskakujące, zważywszy, że stopy procentowe zostały podniesione, a nie obniżone. Tą zwyżką cen rynek dał do zrozumienia, że uważa taką decyzję FOMC za ostatnią w tym cyklu.
Można się zastanawiać, czy sam fakt zakończenia podwyżek jest wystarczający, by kupować akcje. Przyznam, że mam wątpliwości. Trzeba bowiem pamiętać, że wpływ dokonanych podwyżek będzie jeszcze widoczny przez wiele najbliższych miesięcy. Nikt nie ma wątpliwości, że gospodarka spowalnia. Czy w takim wypadku ceny mają potencjał do wzrostu?
Patrząc na wykresy indeksów w USA, trudno doszukać się
sytuacji zdyskontowania tego
spowolnienia. Można się więc obawiać, że ten wzrost był tylko chwilowy. Po części wynikał także z faktu dobiegającego końca