Z aliansu trzech wielkich firm motoryzacyjnych, jak już pisaliśmy w "Parkiecie", może narodzić się gigant, kontrolujący jedną czwartą światowego rynku. W poniedziałek zgodę na sondażowe rozmowy z General Motors otrzymał Carlos Ghosn, dyrektor generalny japońskiego Nissana i francuskiego Renault. Za kilka dni pomysł sojuszu producentów aut, zaprezentowany w piątek przez Kirka Kerkoriana, głównego pojedynczego udziałowca GM, omówi rada tego koncernu.

General Motors potrzebuje wsparcia, bo traci rynek i pieniądze. Sam Kerkorian, który wzbogacił się w branży hazardu, na inwestycji w słabnącego potentata z Detroit stracił już miliard dolarów. Chce je odzyskać dzięki sojuszowi z parą francusko-japońską, która udanie współpracuje ze sobą od siedmiu lat. Według niepotwierdzonych informacji, Renault i Nissan mają objąć po 10 proc. akcji GM. Nie będzie to kosztowna inwestycja, bo przy obecnym kursie to wydatek rzędu 3,3 miliarda dolarów. W 1999 r. Renault za pakiet kontrolny w Nissanie zapłacił 5,4 mld USD.

Największym atutem obu firm jest Carlos Ghosn, ich szef. Kilka lat temu podjął się res-trukturyzacji japońskiej firmy i osiągnął sukces. Na rynku spekuluje się, że ten menedżer gotowy jest podjąć się większego wyzwania: uzdrowienia GM. Analitycy uważają, że współpraca Renault i Nissana z amerykańskim kolosem może być ryzykowna, ale jeśli się powiedzie - da ogromne profity.