Cena miedzi na londyńskiej giełdzie odnotowała drugi z rzędu tygodniowy wzrost. Miedź może drożeć również w najbliższych dniach, bo na rynek znowu napływają informacje o sporach płacowych, co w konsekwencji zwiększa zagrożenie strajkami i zakłóceniami dostaw. W piątek cena miedzi początkowo nieco spadła, czego przyczyną były tym razem mieszane nastroje wywołane informacjami makroekonomicznymi ze Stanów Zjednoczonych. Spodziewano się, że w czerwcu przybyło tam 175 tys. etatów, co oznaczałoby szybkie tempo rozwoju gospodarki i tym samym zapowiadało kolejną podwyżkę stóp przez Fed. A to razem ze spodziewanymi podwyżkami w strefie euro i w Japonii może schłodzić koniunkturę gospodarczą na tyle, że znacząco spadnie popyt na metale. Gdy po południu okazało się, że w USA przybyło mniej miejsc pracy, niż oczekiwano, zostało to odebrane jako sygnał, że stopy za oceanem nie wzrosną i miedź zaczęła drożeć. Prognozy wzrostu cen tego metalu w przyszłym tygodniu oparte są przede wszystkim na tym, że zapasy monitorowane przez giełdy w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju
spadły już o 8,2 proc. od 16 czerwca, a w najbliższym czasie nie można wykluczyć zmniejszenia dostaw. W wielu kopalniach w Chile i w Meksyku trwają spory płacowe, a przywódcy związkowi z największej na świecie kopalni Escondida grożą strajkiem, jeśli zarząd nie podniesie oferty. Pod koniec piątkowych notowań kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące kosztowały 7850 USD za tonę, tyle samo co na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7320 USD.