Drożejące surowce (rekordowe 75 USD za baryłkę ropy Brent) i taniejący dolar to kombinacja, która rynkom wschodzącym wyjątkowo sprzyja. Stąd zwyżka notowań w tej grupie rynków nie może dziwić. W pierwszej dziesiątce zeszłotygodniowej stopy zwrotu znajdują się tylko emerging markets - z egipskim CASE 30 (12,1 proc. w USD) - na czele. Siódme miejsce przypadło w tej klasyfikacji WIG20, który zyskał 5,3 proc. Można nawet zastanawiać się, czy gdyby wszystko było w porządku, to rozmiary zwyżki przynajmniej na niektórych rynkach wschodzących nie powinny być większe. Na przykład rosyjski indeks RTS, bardzo mocno związany z ropą, odrobił tylko połowę ostatnich strat. Wydaje się, że mimo rekordów ropy i wysokich cen miedzi obawy o tempo wzrostu gospodarczego nie opuszczają inwestorów. Przejawem tego może być spadek w mijającym tygodniu (na to przynajmniej wskazywał początek sesji piątkowej) notowań na amerykańskim Nasdaq, na którym dominują spółki cykliczne. Biorąc pod uwagę dane tygodniowe indeks Nasdaq 100 bliski jest rocznego minimum. Także zachowanie koreańskiego Kospi, w składzie którego dominują firmy technologiczne, interpretować można jako symptom obaw przed osłabnięciem światowej gospodarki. Na innych rynkach wschodzących udało się doprowadzić do załamania formacji zapowiadających zakończenie lub przynajmniej korektę długoterminowego trendu wzrostowego, tymczasem w Korei, największym pod względem kapitalizacji emerging markets, podwójny szczyt wciąż straszy. Obawy o gospodarkę wzmocnił też raport z amerykańskiego rynku pracy. Dane o nowych miejscach pracy okazały się słabsze od oczekiwań (121 tys. wobec 175 tys.), co zmniejszyło szansę na 18. kolejną podwyżkę stóp procentowych ze strony amerykańskich władz monetarnych z 67 do 62 proc. Rentowność 10-letnich obligacji obniżyła się, ale notowania akcji nie poszły w górę. Europejskie giełdy zareagowały spadkiem, rynki amerykańskie rozpoczęły sesję na minusie. Inwestorzy bardziej niż inflacji obawiają się jej braku.