Być może już dziś będzie wiadomo, jakie pomysły na organizację wypłaty emerytur ma resort pracy. Dziś minister Anna Kalata, po prezentacji dokumentu, powinna podjąć decyzję o przesłaniu go do organizacji pracodawców, izb gospodarczych i związków zawodowych. Będzie to analiza kilku propozycji rozwiązań.

- Istotą konsultacji i najtrudniejszym ich punktem będzie system organizacji rynku wypłaty świadczeń, tzn. jakie instytucje mają się tym zająć - mówi wiceminister Elżbieta Rafalska.

Pierwotna koncepcja przewidywała stworzenie komercyjnych zakładów emerytalnych. Teraz jedną z najbardziej popularnych opcji, o których dyskutuje się w środowisku, jest zaangażowanie zakładów ubezpieczeń na życie, które dysponują odpowiednimi narzędziami do obliczania wysokości świadczenia. Tutaj jednak pojawia się problem opłacalności oferowania takiej usługi w pierwszych latach wypłat, kiedy skorzysta z niej od 2 do 5 tys. osób. Prof. Marek Góra, twórca reformy emerytalnej, proponuje powierzenie zarządzania aktywami bankom lub funduszom inwestycyjnym, a jednocześnie powołanie jednej, nowej instytucji, która zajęłaby się wyłącznie wypłatami. - Jestem przeciwna monopolowi. W mojej opinii najbardziej optymalne byłoby rozwiązanie wielowariantowe - mówi przedstawicielka resortu pracy. Dodaje jednak, że będą rozważane argumenty przemawiające za jedną, jak i za drugą koncepcją.

- Tworzenie nowej organizacji, finansowanej z budżetu, kłóci się z ideą taniego państwa - uważa Dariusz Jesiotr, ekspert Samoobrony, powołany niedawno do zespołu konsultacyjnego, który ma działać przy resorcie pracy. - Skomercjalizowanie takiej instytucji uszczupliłoby i tak niewysokie świadczenia przyszłych emerytów.

D. Jesiotr dodaje, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie ZUS-u albo firm ubezpieczeniowych. O wariancie mieszanym mówiła w ubiegłym tygodniu Ewa Lewicka, prezes Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Polegałby on na tym, że przez pierwsze pięć lat pieniądze emerytom wypłacałby ZUS, a potem już ubezpieczyciele.