Ten tekst miał być zupełnie o czym innym. Sekwencja zdarzeń, jaka została zapoczątkowana piątkową informacją o dymisji premiera Marcinkiewicza, obróciła w pył wcześniejsze plany na temat treści, jakie miały się tu pojawić. Nie chcę tego, ale w takiej chwili nie sposób przemilczeć zmian na scenie politycznej. Tym bardziej że owe zmiany są w stanie wywołać rzeczywiste skutki dotykające każdego z nas.
Ostatni weekend - zarówno pod względem temperatury za oknem, jak i temperatury politycznej - był weekendem szczególnym. Doszło do kolejnej poważnej zmiany politycznej. Najgorsze jest to, że jej przyczyny są niejasne. Podniósł się lament środowisk opozycyjnych, zdziwienie komentatorów politycznych, a co najważniejsze z punktu widzenia inwestorów - pojawił się ruch na rynkach finansowych (osłabienie złotego w piątek wieczorem). Zmiana rządu zwykle budzi niepokój - wzrasta ryzyko polityczne. Często dzieje się tak, że wszystko po jakimś czasie wraca do normy. Warunkiem podstawowym tego powrotu jest jednak uspokojenie nastrojów, przejrzystość poczynań decydentów, zapewnienie o utrzymywaniu dotychczasowego kierunku zachodzących procesów oraz zbudowanie zaufania dotyczącego przyszłości.
Nowy premier to nie tragedia
Sama zmiana na stanowisku prezesa Rady Ministrów nie musi automatycznie oznaczać katastrofy. Świat się nie wali z tego powodu, choć złoty w piątek wieczór nieco się ugiął. Jest całkiem prawdopodobne, że ugnie siź także w poniedziałek razem z całym rynkiem finansowych w Polsce (swoje doda słaba piątkowa sesja w USA). To jest zwykła konsekwencja wprowadzania zmian. Te muszą spowodować pewne zachwianie w krótkim terminie. Pytaniem otwartym jest kwestia wpływu zmian rządu w perspektywie średnio- i długoterminowej. Tu niewiadomych jest znacznie więcej. Niestety, wygląda na to, że wiele nadal nimi pozostanie.
Przez jakiś czas rynek będzie znajdował się w lekkim szoku. Pojawią się pierwsze kalkulacje i oceny, poznamy kilka czynników, które w tej chwili są niewiadomymi. Dopiero na ich bazie będzie można budować prognozy. Jedno jest pewne - mamy duży zakres niepewności, a na razie ruchy, które miałyby tę sytuację uspokajać, wydają się pozorowane, a przynajmniej niezdarne. Oficjalne okoliczności nagłej dymisji Kazimierza Marcinkiewicz są przynajmniej dyskusyjne. Nie wiem, ile osób jest w stanie uwierzyć w sprzedawany wszystkim motyw misji objęcia fotela prezydenta Warszawy. "Wysunięcie Kazimierza Marcinkiewicza na najważniejsze stanowisko samorządowe pokazuje jego szczególną rolę". Jaka to szczególna rola sprawia, że zamiast szefowania państwem jest mu proponowana możliwość (bo przecież wybory przed nami) szefowania miastem, choćby to była nawet stolica? Przyznam, że mi to bardziej przypomina pamiętne stanowiska attache kulturalnego w jakichś egzotycznych krajach, wykorzystywane jako miejsce zsyłki dla już mniej potrzebnych działaczy PZPR.