W ostatni czwartek kontrakty rozpoczęły notowania na poziomie 2804 pkt. Po kolejnych dwóch bardzo podobnych sesjach wykreśliliśmy w poniedziałek szczyty intraday na poziomie 3118 pkt, czyli aż 314 pkt wyżej. Pamiętając jednocześnie, że rynek po bardzo głębokiej wyprzedaży odbił już w drugiej połowie czerwca, z tym większym trudem przychodzi mi zrozumienie, dlaczego niektóre giełdowe serwisy na siłę doszukują się w tym wzroście jakiejkolwiek logiki. Gdyby propagandowo robił to były premier Marcinkiewicz - jeszcze bym to zrozumiał. Ale gdy od tygodnia mamy do czynienia z wyraźnym kontrolowaniem (manipulowaniem) rynku przez kilku dużych inwestorów, to usprawiedliwianie tego spływającymi na rynek informacjami nie jest zasadne. Szczególnie na poniedziałkowej "politycznej" sesji.
Inwestorzy na GPW mieli wczoraj do strawienia nie tylko zaskakującą zmianę rządu i osłabienie złotego oraz obligacji z tym związane, ale również spadkową sesję w USA. Okazało się, że żadna z tych informacji w obliczu całych notowań nie miała większego znaczenia. Po raz kolejny inwestorzy zapatrzyli się w rynek terminowy, gdzie bardzo duże zlecenia kupna (przy jednoczesnym wzroście liczby otwartych pozycji - LOP) ponownie sygnalizowały rozpoczynające się fajerwerki na rynku kasowym. Schemat ten znamy dokładnie z zeszłego tygodnia, więc nie będę go przypominać.
Niedźwiedzie nie mają czego szukać na takim rynku. Jeśli indeks ciągnie na takiej sesji m.in. KGHM, w momencie, gdy spadają ceny miedzi na światowych parkietach, to trudno doszukiwać się tutaj racjonalnego wytłumaczenia tych ruchów, a tym bardziej prognozować dalsze zachowanie rynku. Wszyscy chyba już dostrzegli, że przestała być to giełda, a zaczęła być szulernia, karty do pokera są znaczone. Nie wiadomo jedynie, kto najsprytniej w tej grze oszukuje i kiedy ucieknie od stolika.
Na razie większość zarówno boi się, jak i docenia siłę "byczego opiekuna", gdyż baza przekracza momentami +50 pkt. Poniedziałkowa sesja, demonstracyjnie pokazująca odporność na wszelkie złe informacje tylko pogłębi wrażenie byczej bezkarności. To kolejny kroczek, by w momencie spłynięcia na rynek korzystnych informacji wprowadzić inwestorów w euforię i dopiero wtedy zakończyć tę spekulację, co sygnalizowałby gwałtowny spadek liczby otwartych pozycji na kontraktach.