Nikkei zakończył środową sesję spadkiem do poziomu 15 249,3 pkt (-1,45%). Ruch ten wywołały obawy, że obserwowany od połowy czerwca wzrost cen surowców na świecie, w tym głównie cen ropy, zmniejszy zyski producentów i w przyszłości zmusi czołowe światowe banki centralne do dalszego podwyższania stóp procentowych.

Środowy spadek Nikkei nie zmienił korzystnej dla byków krótkoterminowej sytuacji technicznej. Indeks ten od połowy czerwca koryguje silne, rozpoczęte jeszcze w kwietniu spadki, które sprowadziły go z poziomu 17 563,4 pkt do 14 045,5 pkt. Obecnie wciąż aktualne pozostają wszystkie krótkoterminowe sygnały kupna, wygenerowane w czasie tego impulsu wzrostowego. Dlatego też na razie, na gruncie analizy technicznej, wzrosty są bardziej prawdopodobne niż spadki. Maksymalny zasięg trwającej korekty to poziom 16 200 pkt. Istota tego poziomu polega na tym, że znajduje się tam 61,8-proc. zniesienie kwietniowo-czerwcowych spadków. Tak więc poziom ten oddziela korektę od impulsu wzrostowego. Zanim jednak Nikkei zmierzy się z barierą 16 200 pkt, wcześniej musi pokonać opór na 15 820 pkt (50-proc. zniesienie).

Zupełnie inaczej na rosnące ceny surowców zareagowały giełdy europejskie. Główne indeksy rozpoczęły wczorajsze notowania od wyraźnych wzrostów i dzięki zwyżce cen akcji spółek surowcowych, kontynuowały ten wzrost do godzin południowych. Przesilenie nastąpiło po południu, gdy coraz więcej czynników wskazywało, że amerykańskie giełdy rozpoczną dzień od spadków, co w sposób naturalny pogorszyło nastroje.

Wczorajsze zachowanie europejskich parkietów było różne od zachowania tokijskiej giełdy, ale ogólna sytuacja techniczna jest podobna. Również tu trwa korekta wcześniejszych silnych spadków. I również w przypadku DAX, FTSE czy CAC40, można oczekiwać, że najpóźniej na jesieni, czyli w statystycznie najgorszym okresie dla rynków akcji, wrócą spadki.