Eskalacja konfliktu w roponośnym rejonie Bliskiego Wschodu od dwóch dni przykuwa uwagę rynków finansowych na świecie, powodując zniżki na giełdach i wzrost cen ropy do historycznych maksimów. Po dużym spadku w czwartek, warszawskie indeksy radzą sobie jednak nieźle, zachowując się lepiej niż giełdy w Pradze i Budapeszcie.

"Historia pokazuje, że w momentach konfliktów pojawiają się dobre okazje do zakupów. W Czechach i na Węgrzech lokalni gracze nie mają takiej siły przebicia jak w Warszawie. Na GPW lokalni inwestorzy wykorzystali spadki do zakupów" - powiedział zarządzający w szwajcarskim Clariden Fund Andrzej Błachut.

"Polskie spółki korzystają z trendów w gospodarce. Wyniki za drugi kwartał powinny być bardzo dobre. Pozytywnych liczb należy się spodziewać ze strony banków i takich spółek jak KGHM, PKN czy Lotos" - powiedział Błachut. Sezon publikacji raportów kwartalnych rozpocznie Bank Millennium SA, który swoje wyniki opublikuje 20 lipca. Giełda zignorowała publikację danych o inflacji, która w czerwcu okazała się niższa od oczekiwanych przez rynek 1,0 procent osiągając 0,8 procent i dając do ręki argumenty przeciwnikom podwyżek stóp, które mogłyby przyhamować wzrost. Rynek bardziej patrzy na konflikt na świecie i ceny ropy niż na inflację, mówią zarządzający.

((Autor: Adrian Krajewski; Redagował: Marcin Gocłowski; [email protected]; Reuters Serwis Polski, tel. 22 6539700, RM: [email protected]))