Ostatnie dwa tygodnie były jednymi z najdziwniejszych na GPW w ostatnim okresie i dzisiejsza sesja na tle rynków światowych dobrze się w ten obraz wpisuje. Rodzimi inwestorzy od kilkunastu sesji reakcję na wydarzenia na globalnych parkietach ograniczają do pierwszej godziny notowań. Gdy tylko opadają emocje związane z przeniesieniem nastrojów związanych z rynkiem ropy, wydarzeniami na Bliskim Wschodzie, nowymi rocznymi dołkami indeksu Nasdaq czy jakichkolwiek innych złych/dobrych wiadomości, to duzi gracze na GPW rozpoczynają rozgrywkę zupełnie w oderwaniu od światowych realiów. Dla day traderów nie jest to większym problemem, bo tutaj inwestorzy z reguły stosują zupełnie inne narzędzia do analizy rynku, ale dla graczy o nieco dłuższym horyzoncie inwestycyjnym znacznie utrudnia to podejmowanie decyzji. Z jednej strony przecież takie oderwanie od światowych giełd pokazuje siłę naszego rynku, ale z drugiej - często jest to tylko chwila zapomnienia i ignorancji, która jest za kilka sesji boleśnie weryfikowana.
Na piątkowej sesji, by przekonać inwestorów do odrabiania strat z otwarcia wystarczyło w ciągu pierwszych 30 minut handlu akcjami położyć spory popyt na kilka największych spółek. Już po pierwszym kwadransie obroty mieliśmy takie jak w czwartek po godzinie notowań, a przypomnę, że to właśnie zupełny brak kapitału był jednym z powodów tak łatwej czwartkowej przeceny. W piątek na początku sesji fundusze pokazały, że po czwartkowej dramatycznej przecenie i dorzuceniu 2 proc. na otwarcie będą bronić rynku, niezależnie od tego, co się dzieje na świecie, więc reszta inwestorów chętnie się przyłączyła. Przejście luki bessy wciągnęło szersze grono inwestorów do tej zabawy. Do końca sesji przy szczytach utrzymać się już nie udało, a rozbujanie rynku w końcówce należy przypisać obawom o pozostawianie pozycji na weekend w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Wszystko to uznajmy za szum informacyjny, a w średnim terminie te ruchy są bez większego znaczenia. Wszelkie spekulacyjne harce w kolejnych tygodniach będą obnażać publikacje wyników spółek. W równym stopniu ważne są raporty amerykańskich giełdowych gigantów, które będą decydować o przepływie globalnych kapitałów wśród funduszy inwestycyjnych, jak i publikacje naszych rodzimych blue chips weryfikujących ich bieżącą wycenę.