Zapoczątkowany w czwartek odwrót od aktywów uważanych za bardziej ryzykowne przeciągnął się na sesję piątkową. Z europejskich rynków wschodzących mniej niż 1 procent straciły tylko akcje w Warszawie i Moskwie. Kolejny spadek indeksu rynków wschodzących wyliczanego przez Morgan Stanley przesądza o tym, że krótkoterminowy trend wzrostowy został zakończony. Sygnał ten zapowiada testowanie czerwcowego dołka,
który znajduje się w odległości
niecałych 10 proc. Wszystko teraz w rękach, a raczej portfelach,
inwestorów, którzy w tygodniu
zakończonym 12 czerwca wpłacili do funduszy inwestujących na rynkach wschodzących 1,04 mld USD, przerywając serię siedmiu kolejnych tygodni wypłat, w trakcie których wycofali 16,1 mld USD. Skoro już raz zdecydowali się na zakupy na tym poziomie cenowym, być może będą skłonni uczynić to ponownie. Na nowych inwestorów chyba trudno w tym momencie liczyć. Jednak i "starzy" posiadacze akcji notowanych na rynkach wschodzących mają prawo czuć się zaniepokojeni. Coraz większa rzesza graczy, bez względu na to, jak dobre wydają się perspektywy, jest na minusie. Roczna zmiana węgierskiego BUX spadła w połowie czerwca do zera, a licząc w walutach obcych, znalazła się już poniżej tej wartości.