informacyjne i oceniać jedynie spływające na rynek informacje o bieżącym
stanie gospodarki i kondycji spółek.
To właśnie m.in. kondycja amerykańskiej gospodarki spowodowała, że konflikt
na Bliskim Wschodzie uruchomił lawinę wyprzedaży w USA. Od ponad miesiąca
inwestorzy zupełnie nie reagowali na wszelkie sygnały spowolnienia
gospodarczego, a już reakcja na komunikat FOMC, w którym sami członkowie Fed
ostrzegli przed trwającym spowolnieniem wzrostu gospodarczego (media to
pominęły koncentrując się na pozytywnych efektach ewentualnego przerwania
cyklu podwyżek) była zwieńczeniem naiwności inwestorów. Dwa tygodnie temu w
Weekendowej po komunikacie FOMC pisałem, że "radość z ustąpienia napięć
inflacyjnych przykryją w USA obawy o spowolnienie gospodarki i rynek akcji
dobrze na tym nie wyjdzie". Przyznam, że nie sądziłem iż inwestorzy
przekonają się do tego tak szybko.
Proces ten w ostatnich dwóch tygodniach przyspieszyły trzy powody, które
zebrane w jednym czasie doprowadziły do tego, że Nasdaq prawie wszystkie
sesje po tygodniu kończącym ostatnie posiedzenie FOMC (29 VI) miał spadkowe,
z hukiem przebił tegoroczne minima i w ostatni piątek testował już dołki z
października zeszłego roku.
Najpierw na rynek spłynęła kolejna seria złych danych makro. Przypominając
tylko te najważniejsze i tylko te po posiedzeniu FOMC, to mieliśmy Chicago
PMI na ptygodniu z ważniejszych publikacji można tylko wskazać
sprzedaż detaliczną za VI, która zamiast +0,4 proc. wyniosła -0,1 proc.
Każda kolejna publikacja potwierdzała inwestorom, że gospodarka wyraźnie
zwalnia, a jeśli gospodarka zwalnia, to musi się to odbić na wynikach
spółek.
Wyniki to był drugi cios zadany bykom. Alcoa rozpoczęła sezon publikacji i
pierwsze raporty oraz prognozy na tle poprzednich kwartałów nie wyróżniają
się negatywnie. Z jednym wyjątkiem - sektora technologicznego. Niemal
codziennie największe spółki przekazywały złe wyniki, prognozy, lub były źle
oceniane przez analityków. Zaczęło się w poniedziałek od obniżenia ratingu
dla całej branży przez Merrill Lynch, a z pojedynczych spółek negatywny
wpływ na rynek miały EMC, SAP, Dell, Apple, IBM, Lucent, by wymienić tylko
te największe. Co jest takiego ważnego w sektorze technologicznym ? To
świetny prognostyk kondycji amerykańskiej gospodarki. Gdy nadchodzi
spowolnienie koniunktury, pierwsze cierpią na tym spółki technologiczne, na
których produkty mocno ograniczany jest popyt. Nasdaq był liderem każdej
ostatniej hossy i pierwszy ruszał do wyprzedaży. Tym razem również wykres
indeksu przestrzegał przed problemami w gospodarce, gdy na początku czerwca
złamana została linia trendu wzrostowego. Chwilowa euforia po posiedzeniu
FOMC dała jedynie ruch powrotny. WYKRES1.gif
W takim otoczeniu coraz gorszych danych makro i wyników/prognoz spółek
uświadamiających inwestorom spowolnienie gospodarki doszedł na koniec
tygodnia trzeci problem, czyli Bliski Wschód. Inwestorzy przestraszyli się
rosnących cen ropy, ale gdyby nie opisany wyżej stan gospodarki, to temat
mógłby zostać zignorowany tak samo jak w kwietniu tego roku. Jeśli porównamy
wykres Nasdaq i ceny ropy to okazuje się, że tegoroczny szczyt Nasdaq
(szczyt całej hossy od 2002 r. - najwyżej od początku 2001 r.) z 20 IV
zrobiony został, gdy cena ropy notowana była na poziomie 73,5 USD i dzień
później ustanowiła lokalny szczyt. Kolejne ponad dwa miesiące trwała
konsolidacja, której dolnym ograniczeniem były okolice 68,5 USD. Dopiero
ostatnie dwie sesje ubiegłego tygodnia przyniosły nowe historyczne szczyty
zaledwie kilka USD wyżej. WYKRES2.gif Indeks Nasdaq w tym czasie stracił
prawie 14 proc. Gdyby taka miała być reakcja giełd jedynie na zachowanie cen
ropy, to świat by zwariował w poprzednich miesiącach, bo abstrahując od
końcówki tygodnia, to akurat obecna zmienność cen tego surowca mierzona
wskaźnikami zmienności jest blisko poziomów najniższych od dwóch lat.
Wnioski z tego wszystkiego nie płyną zbyt optymistyczne. Wielu inwestorów
oczekuje, że gdy opadną emocje wokół Bliskiego Wschodu i kurs ropy wejdzie w
korektę (a sezon huraganów ?), to rynki akcji mocno odreagują tą przecenę.
Po takim wyprzedaniu śmiałków do łapania dołka na pewno nie zabraknie, ale
podstawy tego spadku pokazują, że będzie to raczej odbicie niezbyt trwałe.
Problemy amerykańskiej gospodarki są znacznie poważniejsze niż tylko droga
ropa, co Ben Bernanke powinien potwierdzić 19 lipca zeznając przed Kongresem
(prognozy inflacji, PKB, bezrobocia).
[email protected]