Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 16.07.2006 10:00

Marek Pryzmont

Jeśli zapytać inwestorów o główny powód poniesienia strat na giełdzie, to w

większość odpowie, że tym najgorszym doradcą są emocje, które powodują

odejście od wcześniej założonych reguł. W odpowiedzi na problem emocji wielu

inwestorów stosuje mechaniczne systemy transakcyjne, które nie poddając się

Reklama
Reklama

nastrojowi chwili, oceniają jedynie ruchy cen i nie patrząc na spływające na

rynek wiadomości każą otwierać odpowiednie pozycje. W dłuższym terminie

większość systemów bankrutuje rzadziej niż inwestorzy podejmujący decyzje na

podstawie samodzielnych analiz.

Piszę o tym dlatego, że po kolejnych latach rozwoju rynków kapitałowych na

świecie jesteśmy w takim punkcie, że o giełdzie mówi się już absolutnie

Reklama
Reklama

wszędzie, a jednocześnie w ostatnich latach w skutek m.in. zawirowań w

światowej gospodarce oraz rosnącej sile globalnych funduszy hedgingowych,

mówić o giełdzie i prognozować jej zachowanie jest coraz trudniej. Widz lub

czytelnik "musi" jednak dostać wytłumaczenie spadków/wzrostów, więc często

kilkakrotnie w ciągu dnia powtarza mu się o obawach/nadziejach związanych

np. z posiedzeniem FOMC, lub spadkami/wzrostami na rynku ropy. Mimo, że

Reklama
Reklama

sytuacja nawet w ciągu jednej sesji zmienia się o 180 stopni, to tłumaczenie

zachowania giełd jakimś jednym wydarzeniem stało się wymogiem obecnych

czasów.

Tak też było w tym tygodniu. Każdy spadek indeksów na światowych parkietach

był wynikiem niepokojów wokół zaostrzającego się konfliktu na Bliskim

Reklama
Reklama

Wschodzie i związanego z tym wzrostem cen ropy. Absolutnie nie twierdzę, że

nie budzi to obaw inwestorów. Tyle tylko, że w innych okolicznościach

analitycy mogliby przytoczyć giełdowe powiedzenie, że "gdy krew się leje -

kupuj akcje" i giełdy ruszyłyby do silnych wzrostów. Tak "odległy konflikt"

(cytując amerykańskie serwisy) sam w sobie nie byłby w stanie wywołać tak

Reklama
Reklama

silnych spadków na giełdach w USA. Szczególnie po doświadczeniach w Iraku,

gdzie paradoksalnie wojna niezależnie od wzrostu cen ropy, dała rynkom

sygnał do rozpoczęcia hossy. Bliski Wschód był w tym tygodniu tylko silnym

impulsem do spadku, a jego podstawy tak naprawdę leżą gdzie indziej. Dlatego

lepiej czasami działać jak system transakcyjny, wyłączyć serwisy

Reklama
Reklama

informacyjne i oceniać jedynie spływające na rynek informacje o bieżącym

stanie gospodarki i kondycji spółek.

To właśnie m.in. kondycja amerykańskiej gospodarki spowodowała, że konflikt

na Bliskim Wschodzie uruchomił lawinę wyprzedaży w USA. Od ponad miesiąca

inwestorzy zupełnie nie reagowali na wszelkie sygnały spowolnienia

gospodarczego, a już reakcja na komunikat FOMC, w którym sami członkowie Fed

ostrzegli przed trwającym spowolnieniem wzrostu gospodarczego (media to

pominęły koncentrując się na pozytywnych efektach ewentualnego przerwania

cyklu podwyżek) była zwieńczeniem naiwności inwestorów. Dwa tygodnie temu w

Weekendowej po komunikacie FOMC pisałem, że "radość z ustąpienia napięć

inflacyjnych przykryją w USA obawy o spowolnienie gospodarki i rynek akcji

dobrze na tym nie wyjdzie". Przyznam, że nie sądziłem iż inwestorzy

przekonają się do tego tak szybko.

Proces ten w ostatnich dwóch tygodniach przyspieszyły trzy powody, które

zebrane w jednym czasie doprowadziły do tego, że Nasdaq prawie wszystkie

sesje po tygodniu kończącym ostatnie posiedzenie FOMC (29 VI) miał spadkowe,

z hukiem przebił tegoroczne minima i w ostatni piątek testował już dołki z

października zeszłego roku.

Najpierw na rynek spłynęła kolejna seria złych danych makro. Przypominając

tylko te najważniejsze i tylko te po posiedzeniu FOMC, to mieliśmy Chicago

PMI na ptygodniu z ważniejszych publikacji można tylko wskazać

sprzedaż detaliczną za VI, która zamiast +0,4 proc. wyniosła -0,1 proc.

Każda kolejna publikacja potwierdzała inwestorom, że gospodarka wyraźnie

zwalnia, a jeśli gospodarka zwalnia, to musi się to odbić na wynikach

spółek.

Wyniki to był drugi cios zadany bykom. Alcoa rozpoczęła sezon publikacji i

pierwsze raporty oraz prognozy na tle poprzednich kwartałów nie wyróżniają

się negatywnie. Z jednym wyjątkiem - sektora technologicznego. Niemal

codziennie największe spółki przekazywały złe wyniki, prognozy, lub były źle

oceniane przez analityków. Zaczęło się w poniedziałek od obniżenia ratingu

dla całej branży przez Merrill Lynch, a z pojedynczych spółek negatywny

wpływ na rynek miały EMC, SAP, Dell, Apple, IBM, Lucent, by wymienić tylko

te największe. Co jest takiego ważnego w sektorze technologicznym ? To

świetny prognostyk kondycji amerykańskiej gospodarki. Gdy nadchodzi

spowolnienie koniunktury, pierwsze cierpią na tym spółki technologiczne, na

których produkty mocno ograniczany jest popyt. Nasdaq był liderem każdej

ostatniej hossy i pierwszy ruszał do wyprzedaży. Tym razem również wykres

indeksu przestrzegał przed problemami w gospodarce, gdy na początku czerwca

złamana została linia trendu wzrostowego. Chwilowa euforia po posiedzeniu

FOMC dała jedynie ruch powrotny. WYKRES1.gif

W takim otoczeniu coraz gorszych danych makro i wyników/prognoz spółek

uświadamiających inwestorom spowolnienie gospodarki doszedł na koniec

tygodnia trzeci problem, czyli Bliski Wschód. Inwestorzy przestraszyli się

rosnących cen ropy, ale gdyby nie opisany wyżej stan gospodarki, to temat

mógłby zostać zignorowany tak samo jak w kwietniu tego roku. Jeśli porównamy

wykres Nasdaq i ceny ropy to okazuje się, że tegoroczny szczyt Nasdaq

(szczyt całej hossy od 2002 r. - najwyżej od początku 2001 r.) z 20 IV

zrobiony został, gdy cena ropy notowana była na poziomie 73,5 USD i dzień

później ustanowiła lokalny szczyt. Kolejne ponad dwa miesiące trwała

konsolidacja, której dolnym ograniczeniem były okolice 68,5 USD. Dopiero

ostatnie dwie sesje ubiegłego tygodnia przyniosły nowe historyczne szczyty

zaledwie kilka USD wyżej. WYKRES2.gif Indeks Nasdaq w tym czasie stracił

prawie 14 proc. Gdyby taka miała być reakcja giełd jedynie na zachowanie cen

ropy, to świat by zwariował w poprzednich miesiącach, bo abstrahując od

końcówki tygodnia, to akurat obecna zmienność cen tego surowca mierzona

wskaźnikami zmienności jest blisko poziomów najniższych od dwóch lat.

Wnioski z tego wszystkiego nie płyną zbyt optymistyczne. Wielu inwestorów

oczekuje, że gdy opadną emocje wokół Bliskiego Wschodu i kurs ropy wejdzie w

korektę (a sezon huraganów ?), to rynki akcji mocno odreagują tą przecenę.

Po takim wyprzedaniu śmiałków do łapania dołka na pewno nie zabraknie, ale

podstawy tego spadku pokazują, że będzie to raczej odbicie niezbyt trwałe.

Problemy amerykańskiej gospodarki są znacznie poważniejsze niż tylko droga

ropa, co Ben Bernanke powinien potwierdzić 19 lipca zeznając przed Kongresem

(prognozy inflacji, PKB, bezrobocia).

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama