Prezes amerykańskiego banku centralnego Ben S. Bernanke rozpoczął swoje wystąpienie w Senacie półtorej godziny po opublikowaniu rządowego raportu o wzroście cen konsumpcyjnych w czerwcu.
Czerwcowa inflacja, bez uwzględniania cen żywności i energii, wyniosła w Stanach Zjednoczonych 2,6 proc., najwięcej od 2002 r. We wtorek Departament Handlu poinformował, że tzw. ceny producentów wzrosły w minionym miesiącu o 1,9 proc. W stosunku miesięcznym podstawowa inflacja wyniosła 0,3 proc. i był to już czwarty miesiąc z rzędu z takim wskaźnikiem. To najdłuższy taki okres od początku 1995 r. Przy czym ceny energii spadły w czerwcu o 0,9 proc. po wzroście o 2,4 proc. w maju, a ceny żywności, które stanowią ok. jednej piątej indeksu, wzrosły o 0,3 proc., w porównaniu z 0,1 proc. w maju. Podniosły się też ceny usług medycznych, wynajmu mieszkań i domów oraz biletów lotniczych. Wskaźniki wzrostu cen w USA są zatem znacznie powyżej poziomu uważanego za odpowiedni przez Fed, a więc mieszczący się między 1 i 2 proc.
Obserwować efekty podwyżek
Te najnowsze dane o inflacji Bernanke zatem znał, rozpoczynając składanie zeznań w ramach odbywających się co pół roku przesłuchań szefa banku centralnego. Odbywają siź one najpierw przed senacką komisją bankową, a dzień później przed komisją usług finansowych Izby Reprezentantów.
Najważniejszym wyzwaniem stojącym przed Benem Bernanke jest obecnie przekonanie kongresmanów i uczestników rynków finansowych, że bank centralny zdoła opanować narastającą znów presję inflacyjną bez szkody dla zatrudnienia i wzrostu gospodarczego. Bernanke podkreślił zatem, że ostatni wzrost inflacji jest niepokojący. Ale już na początku wystąpienia zaznaczył, że polityka pieniężna Fed musi brać pod uwagę przyszłe efekty wcześniejszych podwyżek stóp procentowych. - Zakres i czas jakiegokolwiek dalszego zacieśniania polityki, które mogą być potrzebne do zażegnania ryzyka inflacji, będą zależały od rozwoju i perspektyw zarówno inflacji, jak i wzrostu gospodarczego - powiedział Bernanke.