Trudno wczorajszą reakcję rozwiniętych rynków akcji na przemówienie Bena Bernanke, w którym po raz kolejny zapowiedział obniżenie tempa wzrostu gospodarczego ("anticipated moderation in economic growth now seems to be under way") w USA z obecnych 5,6 proc. (na koniec I kwartału 2006), uznać za standardową. Według prognoz amerykańskiego banku centralnego w całym 2006 roku tempo wzrostu PKB ma wynieść 3,25-3,5 proc.

i 3-3,25 proc. w 2007 roku. Choć nie ulega wątpliwości, że tak znaczne obniżenie tempa wzrostu musi przełożyć się na zyski spółek, to jednak kursy akcji poszły znacznie w górę. Inwestorzy zinterpretowali wypowiedź szefa amerykańskiego banku centralnego przede wszystkim jako zapowiedź przerwania cyklu podwyżek stóp procentowych. Reakcja wydaje się o tyle przesadna, że już wcześniej rynek kontraktów terminowych oceniał prawdopodobieństwo podniesienia podstawowej stopy procentowej (fed funds) na sierpniowym posiedzeniu Fed na mniej niż 50 proc. Inwestorzy nie zmienili zdania odnośnie do podniesienia kosztów pieniądza nawet wtedy, kiedy półtorej godziny przed wystąpieniem Bena Bernanke opublikowano wyższą od oczekiwań (0,3 proc. wobec 0,2 proc.) inflację bazową za czerwiec.

Mimo wszystkich tych zastrzeżeń inwestorzy zdecydowali się na dość mocne zakupy. Indeks Dow Jones Stoxx 600, skupiający największe europejskie firmy, przerwał serię czterech spadkowych sesji i zyskał ponad 1 proc. Jeśli szukać wytłumaczenia dla tak zdecydowanej reakcji, to wskazać należy niemal 10-proc. zniżkę indeksu od tegorocznego szczytu z początku maja. Ostatnie sesje sprawiły, że wykres wskaźnika znacznie przybliżył się do czerwcowego dołka, na którym zakończył się spadek. Wczorajsza zwyżka pozwoliła zatem tylko na obronę wsparcia - prawdziwą determinację inwestorów poznamy, kiedy przyjdzie kupować akcje po coraz wyższych cenach. Wsparcie na poziomie czerwcowego dołka, do którego brakowało już mniej niż 2 proc., obronił także indeks światowy, obliczany przez bank Morgan Stanley.