Zarząd należącej do Orlenu Rafinerii Trzebinia analizuje sytuację związaną z zagrożeniem wielomilionową karą, jaka może być nałożona na spółkę. Decyzji dotyczącej ewentualnego zawiązania rezerwy można się spodziewać już za kilka dni - wynika z naszych informacji.

Karę na trzebińską spółkę, pierwszego w Polsce producenta biopaliw, mógłby nałożyć Urząd Regulacji Energetyki. Kwestionuje bowiem legalność sprzedaży produkowanego w Rafinerii Trzebinia biodiesla. Chodzi o to, że na takie paliwo nie wydano jeszcze polskich norm jakościowych. Ich brak, zdaniem urzędników, oznacza, że biodiesel z Trzebini jest... niezgodny z normami.

Przedstawiciele spółki są innego zdania. Twierdzą, opierając się na zamówionych ekspertyzach prawnych, że działają legalnie, bo z braku norm polskich, przy produkcji biodiesla posługują się stosowną dyrektywą unijną, która określa wymagania jakościowe takich paliw.

Kara, jaką URE może nałożyć na spółkę, to 15-proc. rocznych przychodów. W przypadku Trzebini byłaby to więc kwota nawet 100 mln zł.

Jeśli po trwających konsultacjach z prawnikami zarząd podjąłby decyzję o zawiązaniu rezerwy, jej wysokość sięgnęłaby prawdopodobnie takiej właśnie sumy. - Oczywiście, rezerwę utworzyłaby sama Rafineria Trzebinia - mówi w rozmowie z "Parkietem" Paweł Szymański, członek zarządu Orlenu odpowiedzialny za sprawy finansowe. - Ewentualna rezerwa byłaby też odzwierciedlona w skonsolidowanych wynikach naszej grupy - dodaje.