Nie ulega wątpliwości, że trend krótkoterminowy na wykresie WIG20 ma kierunek wzrostowy. Piątkowa sesja, w trakcie której indeks dużych spółek nie zdołał przebić wierzchołka z poprzedniej środy, sytuacji tej nie zmienia. Nawet jeśli uwzględnimy fakt, że zbudowany wtedy szczyt powstał na poziomie 62-proc. zniesienia majowo-czerwcowej fali spadkowej. Wprawdzie 62 proc. dość często wyznacza relację między ruchem cen i jego korektą, ale samo to, że na tym poziomie doszło do zatrzymania zwyżki, nie upoważnia jeszcze do prognozowania spadku. To może być przecież tylko przystanek na drodze WIG20 na szczyt - nie są mi znane metody analizy, które pozwalałyby nasuwającą się wątpliwość rozstrzygnąć. Wprawdzie analizie technicznej przypisuje się czasem zdolności prognostyczne, ale najczęściej ten sposób podejścia do rynku sugeruje tylko określoną reakcję na pojawiające się na wykresach kształty. Jeśli zastosujemy takie podejście, to wczorajsza przecena nie zasługuje na poważne potraktowanie. Dopiero jeśli wartość WIG20 spadnie poniżej lokalnego dołka z 17 lipca, sytuacja stanie się, być może nie tylko w krótkim terminie, korzystna dla niedęwiedzi.

Na wykresie zbudowany zostanie bowiem podwójny szczyt, powstanie też wątpliwość (uzasadniona ze wzglźdu na generalnie niskie obroty), czy cała zwyżka nie jest spóźnionym ruchem powrotnym do rocznej linii trendu wzrostowego. Na razie jednak te mało optymistyczne scenariusze odłóżmy na półkę. Taką niezbyt odległą, bo jest dość prawdopodobne, że będziemy zmuszeni niebawem po nie sięgnąć.

Przewaga WIG20 nad innymi rynkami wschodzącymi zbudowana została przede wszystkim w oparciu o zwyżkę kursu banków. W tygodniu zakończonym 30 czerwca, w którym WIG20 zyskał ponad 10 proc., wartość wskaźnika branżowego dla banków podskoczyła 11 proc. To był najlepszy wynik w historii. W odrabianiu strat po majowym załamaniu branża należy do najdalej zaawansowanych. O ile WIG20 wciąż zmaga się z 62-proc. zniesieniem, wartość WIG Banki zbliżyła się w czwartek do 58,5 tys. pkt. Na zamknięcie notowań 11 maja wskaźnik miał 59 438 pkt. Roczna zmiana indeksu ponownie przekroczyła 50 proc. Różnica między roczną zmianą WIG Banki i indeksu dla sektora bankowego na rynkach wschodzących (wyliczanego przez Morgan Stanley) przekracza 40 proc. Średnio od początku 2000 roku (od tego roku możliwe są porównania) wynosiła 17 proc. Na jeszcze większe przewartościowanie wskazuje porównanie krajowego indeksu ze wskaźnikiem ogólnoświatowym (również wyliczanym przez Morgan Stanley) - różnica w rocznych zmianach wynosi 30,5 proc., przy średniej na poziomie 4,6 proc. Tak dużą przewagę nad resztą świata krajowe banki miały po raz ostatni latem 2003 roku, tuż przed załamaniem na warszawskiej giełdzie. Oczywiście na podstawie tak prostego porównania trudno wyciągać jednoznaczne wnioski, ale opisywaną zależność postrzegać należy jako istotny czynnik ryzyka.

Uzasadnienie dla tak korzystnego zachowania sektora bankowego wydaje się jedno - trwa właśnie dyskontowanie kolejnych rekordowych wyników. Przed nami sezon raportów za II kwartał. Tradycyjnie jako pierwszy rezultaty podał Millennium i wypadły one zgodnie z oczekiwaniami rynku. Jednocześnie bank ostrzegł, że w drugim półroczu będzie słabiej. Obyło się na razie bez reakcji w postaci spadku kursu, choć na giełdach w USA takie wiadomości potrafią zbić notowania o kilka-kilkanaście procent. Ta bezkarność byków w dłuższym terminie raczej się nie utrzyma.