Miniony tydzień na rynku miedzi był pierwszym spadkowym od miesiąca. Od zakończenia ubiegłego tygodnia do czwartkowego wieczoru cena miedzi zniżkowała o 9 proc. W piątek metal ten znowu zaczął drożeć. Przesądziły o tym obawy, że spadki wydobycia mogą spowodować większy, niż prognozowano, deficyt tego metalu. Spółka Vedanta Resources poinformowała, że produkcja w jej kopalni w Zambii była w II kw. o 9,3 proc. mniejsza, niż planowano, ze względu na niższą zawartość metalu w wydobytej rudzie. Z kolei firma Freeport-McMoRan Copper & Gold podała, że z tego samego powodu w jej kopalni Grasberg w Indonezji, drugiej co do wielkości kopalni miedzi na świecie, wydobycie spadło w takim samym okresie aż o 22 proc.

Do zwiększenia tegorocznego deficytu na rynku miedzi mogą też przyczynić się spory płacowe, w wyniku których największa meksykańska kopalnia nie działa od końca marca, a w drugiej co do wielkości w tym kraju strajk trwał półtora miesiąca. Australijski bank inwestycyjny Macquarie w najnowszej prognozie przewiduje, że w tym roku globalny popyt na miedź przewyższy jej podaż o 46 tys. ton.

W najbliższym tygodniu miedź może drożeć również dlatego, że na rynku umacnia się przekonanie, iż Fed przestanie podnosić stopy procentowe, co ożywi koniunkturę w tamtejszym budownictwie, pochłaniającym 40 proc. zużywanej w USA miedzi.

Pod koniec piątkowych notowań kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące kosztowały 7430 USD za tonę, o 70 USD, 1 proc. więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 8080 USD.