Wczorajsze obroty akcjami spółek wchodzących w skład WIG20 zamknęły się kwotę 440 mln zł i były najniższe w tym miesiącu. Trudno w tej sytuacji przypisać wczorajszym ruchom cen większe znaczenie, choć były one ciekawe. Przede wszystkim dlatego, że KGHM zwrócił się przeciw całemu rynkowi. Kurs spółki spadło 1,4 proc., gdy notowania miedzi na giełdzie w Londynie nieznacznie wzrosły. W zachowaniu tym o tyle nie ma nic nienaturalnego, że w zeszłym tygodniu zdecydowanie spadł kurs czerwonego metalu, natomiast notowania akcji KGHM nie zmieniły się.
Brak bezpośredniego powiązania między notowaniami walorów koncernu i surowcem jest jeszcze jednym dowodem na to, że zagraniczny kapitał na GPW nie jest obecny. A jeśli już jest aktywny, to staje raczej po stronie podaży. Nim szef Fed, Ben Bernanke, wygłosił w Senacie przemówienie, w którym dopuścił możliwość przerwania serii podwyżek stóp procentowych i spowodował tym samym run na akcje na rynkach wschodzących, firma Emerging Portfolio Funf Research, zebrała dane o przepływach kapitałów między 12 i 19 lipca. Okazało się, że po raz ósmy na ostatnie dziewięć badań zanotowano odpływ środków z funduszy inwestujących na rynkach wschodzących. Zatem przed wystąpieniem Bena Bernanke inwestorzy do rynków wschodzących nastawieni byli sceptycznie.
Wracając do KGHM - nie ulega wątpliwości, że w nieco dłuższej perspektywie dysproporcja między tempem wzrostu kursu akcji (roczna zmiana 190 proc.) i notowaniami miedzi (roczna zmiana 107 proc.) jest jednym z głównych czynników ryzyka dla naszego rynku. Wobec obserwowanego spowolnienia w amerykańskim budownictwie i zapowiedzi chłodzenia gospodarki przez Chiny, trend wzrostowy na rynku miedzi może być trudno utrzymać. W dużym uproszczeniu - takie mniej więcej zdaniem reprezentowali globalni inwestorzy przed wystąpieniem Bena Bernanke. Czy po nim je zmienili? Raczej nie mieli powodów - słowa szefa Fed o możliwym spowolnieniu gospodarki utwierdziły ich w przekonaniu, że decyzja o wycofywaniu z emerging markets była słuszna.